środa, 9 stycznia 2013

Rozdział II

- Kto jest najlepszy?!
- Polska!
- Kto wygra mecz?!
- My! - krzyczeli piłkarze wychodząc na murawę. Spotkanie dziwnie się zaczynało - przed stadionem kibole mieli jakieś "ale". Wypoczęci piłkarze woleli o tym nie myśleć i po prostu dać z siebie wszystko. Tak jak przypuszczaliśmy - zaczęło się wspaniale dla biało-czerwonych. Faul na Lewandowskim w polu karnym i wykorzystanie jedenastki przez Błaszczykowskiego - pierwsza bramka!Kibice szaleli na trybunach, ale kibole bardziej... Czarnogórscy kibole rzucali na boisko różne przedmioty, a na polu karnym (miejsce Tytonia), wybuchały petardy. Sędzia przerwał spotkanie na kilka minut. Nasi piłkarze gratulowali Kubie; zaś ten podszedł do swojej współmałżonki.
- Co tu się dzieje?
- Kochanie spokojnie. Jest dobrze, odwala im, nic nie zrobisz! - uśmiechnięty Błaszczykowski pobiegł na boisko. Pomimo tego, że kibole się nie uspokoili - mecz trwał. Od siódmej minuty zero ataku, broniliśmy tylko jednej bramki. Czarnogórcy nie schodzili z naszej połowy - grali pomysłowo, z rozmachem, nieźle technicznie. I wbili nam trzy gole jeszcze do przerwy. Podniosło nas to, że jeden był nieuznany. Podczas przerwy byliśmy załamani.
- Ludzie, gramy gorzej niż fatalnie! Obrona to koszmar - Wasilewski i Glik - nie nadajecie się! Pogadam z trenerem, następnym razem staniecie na środku. Wiem, że to eksperyment, ale nie dopuszczajcie do tylu groźnych sytuacji. - instruował kapitan po czym podszedł do Tytonia.
- Stary co jest?
- To chyba przez tę petardę nie kontaktuję.
- Rozumiem, ogłuszyła Cię. Pogadam ze środkowymi może się wezmą do roboty. - powiedział Błaszczu i kazał środkowym po prostu zacząć grać. Po przerwie nasi rywale opadli z sił i myśleli, że jesteśmy słabi. Trener wpuścił Mierzejewskiego, który rozruszał towarzystwo. Dodatkowo strzelił ładnego gola po idealnej centrze Obraniaka. Później "zaszpanował" Tytoń - sam na sam z Joretić-em, a jednak obronił.Zakończyliśmy mecz remisem 2:2. Czas na przemówienie kapitana w szatni.
- Jestem z nas dumny! Pomimo remisu było dobrze! Najlepszy z nas jest Robert, który cały czas walczył o piłkę. Doprowadził do czerwonej kartki u przeciwnika, pomimo tego, że nie strzeliłeś żadnej bramki - jesteś genialny.
- Dzięki stary! - krzyknął Robert. Trener wziął na rozmowę Obraniaka, który zszedł z boiska z czerwoną kartką - pobił się z przeciwnikiem. Reszta wyszła na murawę niosąc na rękach Lewego.
- Nie widać postępów w organizacji gry. - stwierdził po meczu Robert, gdy był sam na sam z Kubą.
- Ta... pójdę z tym do trenera. Musimy ograć Mołdawię inaczej możemy pomarzyć o mundialu w Brazylii.




Rozdział krótki, ale jest. Zostawiam go dla Was, a sama uciekam do słówek z angielskiego. Kolejny rozdział ukarze się w przyszłym tygodniu albo w weekend co raczej mało prawdopodobne, muszę trochę napisać.
Będzie on zajmował prawie 2 razy tyle co ten, więc będzie co czytać.
Póki co polecam również tego bloga, gdzie dzisiaj powinien ukazać się kolejny rozdział:
www.i-need-you-to-smile.blogspot.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz