- Gwarantuję dobrą zabawę i dyskrecję. Kochana Pani Doktor. - odczytał Kuba i zaniósł się śmiechem.
- Niezły żart. - stwierdził ponuro Wojtek.
- Debil jesteś, wierzysz w to?
- Stary, ona jest w ciąży.
- No i? Martyna też, ale to nie powód do zdrady. Nie wiesz jak się dzieci robi?
- Jaki Ty tępy jesteś... Byłem w Arsenalu jak zaszła.
- Skąd to wiesz? Samo się nie zrobiło. - zaśmiał się piłkarz znad kubka kawy. Wojtek nerwowo chodził po pokoju.
- Widziałem ich na ulicy. Wychodzili z domu... Podobno kolega, zawsze jak wracam z treningu to jest u niej kolega. Pewnie wtedy też był.
- Pogadaj z nią. Mam dość nieprzespanych nocy i swoich problemów. Prześpij się z tym, widzimy się jutro na treningu.
- Raczej dzisiaj. Jest 2:00.
- Cudownie! Idiots Everywhere... Mam dość na dziś, 3mka!
- No hej! - pożegnali się koledzy z klubu i każdy z nich poszedł spać. Rzecz jasna osobno z inną lub bez kobiety.
- Weź jeszcze jakiś dres. Masz już? Aa... to spoko. - od samego rana Kuba słyszał rozentuzjazmowane głosy.
- Czyżbym spał na jawie? - zapytał sennie otaczając dziewczynę i przyjaciółkę ramieniem.
- Raczej na podłodze. - podała mu kubek kawy Martyna całując go w czoło.
- No sorry bardzo, przecież byłoby Wam ciasno. Zero wdzięczności, a ja się tak poświęcam. No wiecie co dziewczyny...
- Haha... Mój Ty Supermanie masz trening za pół godziny.
- Nigdzie nie idę słońce. Mam swoje sprawy.
- Czyżby? - chichotała wybranki piłkarza.
- Mhmm. - szeptał Kuba. - Ale teraz nie mam czasu i nie chcę się spóźnić. Podrzucić Cię gdzieś?
- Byłbyś tak miły na halę podjechać?
- No ba, a Ty Ew? - piłkarz podszedł do siedzącej na parapecie dziewczyny.
- Dziękuję. - szepnęła mu Ewelina do ucha i zaczęła płakać wtulona w jego tors.
- Sorry Myszko, ale nie mogę teraz. Naprawdę jedźmy już.
- Nieczuły jesteś Kuba! - szturchnęła go Martyna.
- Ty też przeciwko mnie? Go out panienki! - "władczym" gestem wyprosił je z pokoju. Wysadził Małą pod halą i odjechał z milczącą dotąd Eweliną.
- Sorry za tamto. Jedziemy pogadać. Pasuje Ci park? Dobra, nie odzywasz się to przyjmijmy, że się zgadzasz. - po chwili wysiedli z samochodu i usiedli nad jeziorem.
- Dużo dla mnie zrobiłeś. Gdyby nie Ty...
- Spokojnie, Wojtek jest inny. To przypadek, pierwszy i ostatni. Pomogłem Ci bo mój ojciec robił to samo matce. Co chcesz zrobić?
- Nie wiem. Mam pełno siniaków, dziecko, faceta boksera i przyjaciół, którzy mi wierzą. Nie mam pojęcia kto wydrukował te ulotki...
- Uspokój się, pogadaj z Wojtkiem, idzie tu.
- Nie mogę Kuba! Nie! Nie kocham go! On znowu mnie uderzy! - panikowała dziewczyna, a bezradny piłkarz przycisnął ją do siebie dając znak koledze. Ten podszedł, pogładził Ewelinę po włosach i szeptał jej czułe słówka do ucha.
- Wojtek to Ty jesteś ojcem. Nigdy Cię nie zdradziłam, nigdy! Kocham Cię!
- Wiem słoneczko, spokojnie... - uspokajał dziewczynę swym ciepłym głosem, a Jakub zostawił ich samych. Poszedł do biura podróży po "coś ekstra".
- Ty, ja, Paryż, dziś wieczór. Ubierz się pięknie Mała.
- Misiaczku, liczba mnoga zapomniałeś?
- Aa, no tak. Za godzinę na lotnisku i ucałuj ode mnie naszych zakochańców. Idę się zrobić na bóstwo! - wręcz w biegu i skowronkach odszedł Błaszczykowski.
Jak powiedział - tak uczynił. Poszedł do hotelu piłkarzy, wziął prysznic, umiejętnie dobrał ubrania, a nawet ogolił dwudniowy zarost. Tymczasem Martyna po wizycie u fryzjera i kosmetyczki podjęła się tego samego w domu. Nagle relaks przerwała jej Ewelina.
- Aaa! Nareszcie!
- Co?! - dopytywała się Mała.
- Zaprosił mnie!
- Gdzie?
- Jak gdzie?! W kosmos! No raczej, że do swoich rodziców!
Przepraszam, że tak późno, ale jakoś mi się nie chciało nic wrzucać.
Pozdrawiam!
Piłkareczka... ;-)