niedziela, 26 maja 2013

Rozdział XII

- To świetnie! - okrzykiem radości zakończyła sielankę Martyna.
- Nie płacz, bo się rozmażesz słońce. Co jest? Coś nie tak?
- Nie, wszystko ok, tylko... Tylko też bym chciała poznać jego rodziców. Mają tak przystojnego, wielkiego, zdolnego syna, a nawet nie widzą jak się rozwija. Nie poznam ich, moje dziecko też nie. Mam je zaprowadzić na cmentarz> - wszystkie słowa zdołał usłyszeć stojący w progu Kuba.
- Nie, nie musisz. Poradzimy sobie, Ty i ja razem na zawsze, rozumiesz? Dam Wam wszystko, dom, pieniądze, wakacje, uchylę Wam nieba, ale pod jednym warunkiem. - mówiąc to zbliżał się do dziewczyny.
- Jakim?
- Przestajesz płakać i wyjeżdżamy na lotnisko, bo się spóźnimy, ale...
- Co? Mów wreszcie! - ponaglała zakochana.
- Powiesz mi, które buty mam założyć.
- Oj Kuba, Ty wariacie! We wszystkich Ci ładnie mój przystojniaczku.
- Wieem! - odkrzyknął i zaniósł dziewczynę do samochodu.
Lot do Paryża trwał zaledwie 4 godziny, podczas których zakochani trzymali się za ręce i podziwiali krajobrazy nie zamieniając ani słowa. Tymczasem Ewelina i Wojtek byli w drodze do domu piłkarza.
- O co chodziło z tą ulotką, ale serio. - nalegał Szczęsny.
- To miała być niespodzianka.
- Mhmm, a jaka? - zdjął ciemne okulary i ukazał swe piękne oczy.
- A taka, że to reklama masaży relaksacyjnych.
- Co?! - zaśmiał się piłkarz.
- Nabijaj się, tak, kochający ojciec.
- Przepraszam bardzo, taki stary jeszcze nie jestem.
- No co Ty nie powiesz. - kłócili się tak przez 15 minut.
- Jest problem.
- Czemu nie jedziemy?
- Chyba się zagrzał.
- No i?
- Popchnij mnie.
- Hahaha. Kochanie śmieszny jesteś. - Ew ucałowała Wojtka i zamieniła się z nim miejscami. Biedak musiał pchać samochód przez 2 km szczerząc się przy tym do fotografów - w końcu nie każdego dnia światowa gwiazda jest widziana w takiej sytuacji. Kiedy dotarli na stację, Wojtek zabrał się za naprawianie, bo z tego co wiedział nie było to zwykłe przekroczenie temperatury. 4 godziny postoju, wkurzona Ewelina, wreszcie gotowy do jazdy samochód, potargana koszulka, brudna twarz - tak wyglądała sytuacja zakochanych.
- Nowa Puma, nowiutka. - wypominała dziewczyna.
- Będą jeszcze tysiące. Za to jutro na bank zobaczymy się w gazetach.
- Tak, tak, Twoją klatę szczególnie.
- Zazdrościsz?
- Kuba ma lepszą.
- Foch. Jedźmy już. - zakochani nie odzywali się do siebie przez resztę drogi. O 19 byli na miejscu.
- Cześć kochani. Nareszcie jesteście. - przywitali ich rodzice.
- A ten znowu bez koszulki. I do tego cały brudny.
- Nawet dziewczyny nie przedstawi.
- Nie trzeba, Ewelina miło mi. - resztę wieczoru rodzice i Ew spędzili na oglądaniu zdjęć Szczęsnego, a zawstydzony piłkarz zamknął się w swoim pokoju.
- Zupełnie jak dziecko. - skwitował ojciec.
- Oj tam. Trochę wyrośnięte, ale kochane. - broniła chłopaka Ewelina po czym zaczęła opowiadać Szczęsnym o swojej rodzinie.
Tymczasem w Paryżu zakochani jedli romantyczną kolację.
- Kochanie, zamknij oczy. - poprosił Kuba i nałożyć dziewczynie diamentowy pierścionek.
- Oszalałeś!
- Wyjdziesz za mnie? - spytał piłkarz po francusku, a wszyscy czekali w napięciu.
- Ależ oczywiście. - zgodziła się Martyna i przypieczętowali to pocałunkiem. Reszta wieczoru przebiegła w miłej atmosferze, aż nadeszła niedziela.
- Co dzisiaj robimy? - spytał piłkarz.
- To już zależy od Ciebie. Pójdziemy jutro razem do lekarza?
- Oczywiście, akurat przed wyjazdem.
- Jakim wyjazdem??
- Spokojnie, nie na urlopie. Jutro Ci powiem. - zakończył tajemniczo Jakub.

Sorry, że tak długo, ale się ogarnęłam szybciej ;-) Macie rozdział, a ja uciekam się pakować i w poniedziałek Zakopane wita... z debilami, już nie mogę się doczekać!
Pozdrawiam!
Piłkareczka... ;-)