czwartek, 24 stycznia 2013

Rozdział III

- Kochanie uciekam! Muszę pogadać z trenerem!- pożegnał się Kuba.
- Trzeba wyznaczyć lidera w środku pola, który zorganizuje grę ofensywną. Nie zrobi tego Polanski, Borysiuk, Obraniak, Grosicki ani ja.
- Defensywa też leży.  - powiedział ze smutkiem trener.
- Brak nam mózgu. Skrzydła i Lewy są ok, ale co jeśli on złapie jakąś kontuzję?
- Nawet tak nie myśl! Zacznijmy trening; za 4 dni mecz!
Bieganie, strzelanie do bramki, podania - mniej-więcej cały trening.Trener kazał zostać na boisku Piszczkowi, Wasilewskiemu, Glikowi i Wawrzyniakowi.
- Ofensywa?- spytał Polanski.
- I defensywa... mają niecałe 4 dni; ciekawe co zrobią.
Treningi od 6 do 18 są przerażające- myśleli piłkarze.
- Agatko jeszcze 3 dni i mecz, potem bęzie luźniej. - dzwoniąc do żony mówił Kuba.
- Niedługo się spotkamy, 3maj się ;)! - pożegnali się zakochani.
Po takim wycisku marzę o prysznicu i śnie. Kolejny dzień - kolejny trening! Myślał Kuba wstając rano, ale nie dziś - szedł na spotkanie z piłkarzami tylko o to, aby ustalić taktykę gry.
- I jak tam nasza ofensywa i defensywa? - spytał kapitan.
- Myślę, że lepiej, ale w 3 dni nic nie zdziałamy. Skupmy się na wykorzystaniu tego co najlepsze - bramkarza, skrzydłowych i Lewandowskiego.
- A co jeśli znowu będą petardy? - zażartował Lewy.
- Spokojnie, mecz jest w Polsce, nie powinno być z tym problemów.
Koło południa skończyli naradę, o 14 piłkarze pojechali z Warszawy do Wrocławia. Kuba zabrał się z Łukaszem i Robertem. Przespał całą drogę, to samo w hotelu - dzień z głowy. Agata obudziła go z samego rana tekstem "Styl nie jest ważny, tylko 3 punkty".
- Tak kochanie, wierzysz w cuda? Znowu stawiają na mnie i Lewego.
- Wiesz, skrzydłowych jest dwóch!
- Wiem, wiem! - odkrzyknął Jakub i poszedł do szatni.
Znów strzelił z pola karnego, a kolejną bramkę, tuż po przerwie wbił Mierzejewski po świetnej kontrze Błaszczykowskiego. Piłkarze tym razem to właśnie kapitana nosili na rękach.
- Znów środek i defensywa do kitu! Za 4 dni mecz w Borussi, tam się gra, a nie gania za piłką. - powiedział zawodnikom na pożegnanie Jakub. Był mega zmęczony, no, ale cóż... Poszedł do pokoju hotelowego gdzie spał razem z Agatą, Robertem i Łukaszem. Idąc przez plac spotkał mołdawiańskich kiboli kiboli "tak jak myślałem, ich wszędzie pełno" - przeszło mu po głowie. Ku jego zdziwieniu nie chcieli go przepuścić. "4 na 1?" - pomyślał Błaszczu - nie mylił się. Zaczęła się szarpanina, nie dał im rady. Finalnie dostał kilka kopniaków i uderzył głową o krawężnik. Czuł, że traci kontakt, ale resztkami sił wstał i odepchnął jednego z nich napadającego na wołającą pomoc przerażoną Agatę, z takim impetem, że tamten uderzył w drzewo. To jeszcze nie wszystko... W tej samej chwili na piłkarza naskoczył jeszcze jeden z "tamtych" - miał nóż. To jasne, że nie był w stanie się obronić... Biegnący na pomóc Piszczek i Lewandowski chcieli wesprzeć przyjaciela, ale ten jednak został dwukrotnie zraniony. Kibole uciekli, Agata płakała, a Łukasz wezwał pogotowie. Błaszczykowski -przed chwilą gwiazda meczu - teraz bezsilnie osunął się na ziemię tracąc przy tym przytomność. Wyszeptał tylko niemal niedosłyszalne słowa:
- Kocham Cię...
Ranny został przewieziony do szpitala, gdzie przebył poważną operację. Trener i piłkarze byli załamani... Minął tydzień, a on nadal nie dawał znaku życia.
- Obudził się! - krzyknął Robert zwołując tym samym wszystkich do sali Kuby.
- Jak tam stary?
- Dobrze się czujesz?!
- Co się stało?! - pytali wszyscy po kolei.
- W porządku. Kiedy pokopiemy piłkę? - odpowiedział półprzytomny Jakub. Piłkarze byli u niego jeszcze dobą godzinę, potem Błaszczykowski został sam na sam z żoną.
- Gdybyś mnie zostawił...
- Nawet nie kończ. Jak widać żyję. Wiesz... mogłabyś chociaż dać jakiegoś buziaka albo coś...?
- Albo coś?
- Mhmm - mruknął Kuba całując żonę.
Po kilku dniach gwiazda polskiego sportu wyszła ze szpitala, a w mediach aż huczało na to wydarzenie. Próba kamuflażu była daremna, więc z bananem na ustach i w reprezentacyjnym dresie ruszył do domu. Po niespełna kilku tygodniach "odpoczynku" Błaszczykowski rozegrał swój pierwszy mecz.
07.10.12r. Borussia Dortmund - Hannover 96.
Nie pograł zbyt długo. W 37 minucie źle stanął i uszkodził sobie staw skokowy, po czym zszedł z boiska z pomocą sanitariuszy.
- Stary nie rób nam tego!
- Teraz znowu na mnie! Niech się Polska martwi na meczu z Anglią, ja mam 6 tygodni przerwy. I mam zamiar to wykorzystać.
- A na co? - przerywając pogawędkę kolegów, spytała z drugiego pokoju Agata.
- Kotek, a jak myślisz? - powiedział "pociągająco" Kuba.
- Błaszczu nie ogarniam Cię! Weź, spadaj na bambus!
- Taa, banany prostować? Też Cię kocham, Robert!

środa, 9 stycznia 2013

Rozdział II

- Kto jest najlepszy?!
- Polska!
- Kto wygra mecz?!
- My! - krzyczeli piłkarze wychodząc na murawę. Spotkanie dziwnie się zaczynało - przed stadionem kibole mieli jakieś "ale". Wypoczęci piłkarze woleli o tym nie myśleć i po prostu dać z siebie wszystko. Tak jak przypuszczaliśmy - zaczęło się wspaniale dla biało-czerwonych. Faul na Lewandowskim w polu karnym i wykorzystanie jedenastki przez Błaszczykowskiego - pierwsza bramka!Kibice szaleli na trybunach, ale kibole bardziej... Czarnogórscy kibole rzucali na boisko różne przedmioty, a na polu karnym (miejsce Tytonia), wybuchały petardy. Sędzia przerwał spotkanie na kilka minut. Nasi piłkarze gratulowali Kubie; zaś ten podszedł do swojej współmałżonki.
- Co tu się dzieje?
- Kochanie spokojnie. Jest dobrze, odwala im, nic nie zrobisz! - uśmiechnięty Błaszczykowski pobiegł na boisko. Pomimo tego, że kibole się nie uspokoili - mecz trwał. Od siódmej minuty zero ataku, broniliśmy tylko jednej bramki. Czarnogórcy nie schodzili z naszej połowy - grali pomysłowo, z rozmachem, nieźle technicznie. I wbili nam trzy gole jeszcze do przerwy. Podniosło nas to, że jeden był nieuznany. Podczas przerwy byliśmy załamani.
- Ludzie, gramy gorzej niż fatalnie! Obrona to koszmar - Wasilewski i Glik - nie nadajecie się! Pogadam z trenerem, następnym razem staniecie na środku. Wiem, że to eksperyment, ale nie dopuszczajcie do tylu groźnych sytuacji. - instruował kapitan po czym podszedł do Tytonia.
- Stary co jest?
- To chyba przez tę petardę nie kontaktuję.
- Rozumiem, ogłuszyła Cię. Pogadam ze środkowymi może się wezmą do roboty. - powiedział Błaszczu i kazał środkowym po prostu zacząć grać. Po przerwie nasi rywale opadli z sił i myśleli, że jesteśmy słabi. Trener wpuścił Mierzejewskiego, który rozruszał towarzystwo. Dodatkowo strzelił ładnego gola po idealnej centrze Obraniaka. Później "zaszpanował" Tytoń - sam na sam z Joretić-em, a jednak obronił.Zakończyliśmy mecz remisem 2:2. Czas na przemówienie kapitana w szatni.
- Jestem z nas dumny! Pomimo remisu było dobrze! Najlepszy z nas jest Robert, który cały czas walczył o piłkę. Doprowadził do czerwonej kartki u przeciwnika, pomimo tego, że nie strzeliłeś żadnej bramki - jesteś genialny.
- Dzięki stary! - krzyknął Robert. Trener wziął na rozmowę Obraniaka, który zszedł z boiska z czerwoną kartką - pobił się z przeciwnikiem. Reszta wyszła na murawę niosąc na rękach Lewego.
- Nie widać postępów w organizacji gry. - stwierdził po meczu Robert, gdy był sam na sam z Kubą.
- Ta... pójdę z tym do trenera. Musimy ograć Mołdawię inaczej możemy pomarzyć o mundialu w Brazylii.




Rozdział krótki, ale jest. Zostawiam go dla Was, a sama uciekam do słówek z angielskiego. Kolejny rozdział ukarze się w przyszłym tygodniu albo w weekend co raczej mało prawdopodobne, muszę trochę napisać.
Będzie on zajmował prawie 2 razy tyle co ten, więc będzie co czytać.
Póki co polecam również tego bloga, gdzie dzisiaj powinien ukazać się kolejny rozdział:
www.i-need-you-to-smile.blogspot.com

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Rozdział I

"Urlop w Egipcie był dobrym pomysłem" - myślał Kuba niosąc drinka Agacie. Nagle szklanka upadła, a on zamarł w bezruchu - jego żona obściskiwała się z młodym, dobrze zbudowanym "chyba Hiszpanem". Nie widziała go... Bez namysłu pobiegł do hotelu, spakował swoje rzeczy i napisał żonie list "Wiem o wszystkim! Szczęścia! Papiery rozwodowe będą na Ciebie czekać w domu." Kuba nie miał nastroju na wakacje, ale też nie chciał marnować sobie chwili wolności, która zdarza się w jego przypadku bardzo rzadko. Wyprowadził się z hotelu i pojechał do leżącej niedaleko willi. Wziął pokój i zadzwonił do jednego ze swoich najlepszych przyjaciół, który mieszkał w tym samym hotelu co kilkanaście minut temu on i Agata - Roberta. Lewy nie odbierał, więc tylko nagrał się na sekretarce. Nie bardzo wiedział co ze sobą zrobić i bez zastanowienia poszedł na wydmy. Spotkał tam swoją zapłakaną żonę, która podeszła do niego i zaczęła się tłumaczyć. Nie chciał jej widzieć; ściągnął obrączkę i włożył jej w dłoń, po czym z premedytacją w głosie powiedział:
- Jak mogłaś?! Weź to! Nie chcę Cię więcej widzieć.
- Kuba zaczekaj! Daj mi chwilę! - próbowała się marnie tłumaczyć Agata. Jednak Błaszczykowski wyminął ją i w pewnej chwili zadzwonił jego telefon. To był Robert.
- Hej stary, żartujesz sobie co nie?!
- Nie, to prawda.
- Gdzie jesteś?
- Nie mogę gadać, sorry. - powiedział Kuba w momencie kiedy zobaczył "ulubieńca" swojej "żony". Chciał mu przyłożyć, ale uświadomił sobie, że tak szczeniackie zachowanie nie jest na miejscu. Szedł w kierunku monopolowego. Kupił kilka "potrzebnych" rzeczy i poszedł do swojego pokoju. "Picie w samotności - tego mi brakowało. Staczam się." Przemyślenia przerwało mu pukanie do drzwi. Wstał i otworzył - tak jak myślał, to był Robert. Kiedy zobaczył kieliszek i usłyszał pytanie Kuby:
- Napijesz się? - uświadomił sobie, że dzieje się coś złego.
- Stary co Ty robisz?! Przecież nie pijesz.
- Przyszedłeś tu po to żeby mnie umoralniać?! Jeśli tak to wyjdź! - Robert nie wyszedł - kolega postawił przed nim kieliszek i bez słów zaczęli pić. Nie było go stać na słowa, a Lewy dobrze o tym wiedział dlatego nie naciskał. Znowu zadzwonił jego telefon... nie chciał rozmawiać z Agatą, wyciszył dźwięki i odłożył komórkę. Było około 3 kiedy Robert opuścił jego pokój.
- Tylko nie rób nic głupiego!
- Stary, jestem za bardzo pijany żeby robić cokolwiek. - pożegnał kolegę. Poszedł spać, obudziło go przeraźliwe pukanie do drzwi. Leniwie wstając otworzył drzwi.
- Kuba, co Ty, jeszcze śpisz?! Zapomniałeś?!
- O czym znowu? W ogóle po co tu przyszłaś; nie rozumiesz słowa "nie"? - powiedział zaspanym głosem i wpuścił żonę do środka.
- Piłeś?! Przecież Ty...
- Możesz się uciszyć?! Jedziemy na wakacje, a Ty podrywasz jakiegoś faceta! W czym on jest lepszy ode mnie? Do tego masz czelność przychodzić tutaj, budzić mnie w środku dnia i dodatkowo umoralniać, że nie powinienem pić?!
- Uspokój się Kuba! Dlatego nie powinieneś pić. Dziwię się Robertowi, że pozwolił Ci na takie coś. Rozumiem kieliszek czy dwa, ale żeby 3 butelki? Stajesz się agresywny, jak, jak... - mówiła płacząc Agata.
- Jak mój ojciec?! Nie zrobiłbym Ci tego, przecież wiesz, nie płacz już.
- To był impuls - tak dla funu, po prostu. On mnie zaczepił, przecież wiesz, że nie chciałam?
- Wiem kochanie, przestań płakać! - mówiąc to przytulił ją.
- Kubuniu, przyszłam tutaj z innego powodu. Jest dzisiaj zlot fanów polskich piłkarzy w Borussi. Ktoś doniósł tabloidom, że tu jesteście.
- Musimy iść? - spytał Jakub.
- Obecność raczej obowiązkowa.
- Kurcze musiałbym się ogarnąć. Zobacz jak ja wyglądam...- faktycznie jego stan był opłakany, no, ale cóż... Koniec, końców poszli na spotkanie - komiczna sytuacja - Robert i Kuba to cienie ludzi, a Łukasz był opalony jak rak. Przez cały dzień grali w piłkę, śpiewali "ich hymn" i oglądali mecze.
Wakacyjny urlop dobiegał końca - myśl o tym była wręcz przytłaczająca. Aczkolwiek fajnie było odpocząć, zwłaszcza po nieudanym Euro 2012.
- Zastanawialiście się kiedyś, czemu mamy takiego pecha? - spytał Łukasz.
- O co Ci chodzi? - zapytał śmiejąc się Robert.
- Ty już dobrze wiesz! Jesteśmy dobrzy, a mamy więcej porażek niż wygranych...
- To pewnie dlatego, że mamy tak przystojnego kapitana. Mecze są ustawione, bo przeciwnicy zazdroszczą. - zażartował Kuba.
- Oj Błaszczu, jak Ty już coś powiesz... - odezwał się Lewy.
- Dobra, dobra. Jutro wracamy i od razu gramy. Ciekawe jak nam pójdzie. - rozważał Łukasz.
- Przekonacie się jutro! Spadamy do łóżek, o 3 mamy samolot do Podgorcicy.
- Już idziemy mamo! - krzyknęli chłopcy do Agaty.


Dzień był pełen niespodzianek..., ale obiecałam, że dodam, więc jest i z góry mówię - dalej jest meeega lepiej, ale t się rozwija w tempie, więc gdzieś 3, 4 rozdział i będzie ostro! Naszła mnie myśl żeby dodać też książkę, którą napisałam w maju na konkurs, niestety nic nie zajęłam, ale cóż może prezentować gimnazjalistka wobec 36-letniego polonisty, który wygrał? Nie rozczulając się nad tym, jeżeli wyrazicie chęć to również wrzucę na bloga, też jest w miarę fajna. Aktualnie polecam czytać to:
www.i-need-you-to-smile.blogspot.com
Smileee fajnie pisze, ale dzisiaj jestem górą, bo dodałam, a ona nie... ;) Może się jutro zrehabilituje. Co do kolejnego rozdziału to postaram się jutro, do czwartku powinnam zdążyć! 3mka, piszcie czy się podoba....

sobota, 5 stycznia 2013

Opowiadanie

Hej! Tematem mojego bloga będzie opowiadanie o Kubie Błaszczykowskim, z góry podkreślam - fikcyjne ;) Mam nadzieję, że Wam się spodoba, będzie dość dużo zawirowań, a posty krótsze, ale szczegółowe ;) Uwielbiam piłkę nożną, a jego to już w ogóle... Póki co nie wiem czy ten blog będzie tylko mój, ale to moje przyszłościowe plany :P Jak na razie polecam bloga mojej naj przyjaciółki Żaby:
www.i-need-you-to-smile.blogspot.com
Jeszcze ją darmowo reklamuję... hmm odwdzięczy się myślę. A co do pierwszego posta, to jeżeli nie wrzucę go dzisiaj to zobaczycie go w poniedziałek, bo nie wyrabiam, ale warto czekać ;) Jeżeli nie wierzycie to spytajcie Smileee, autorkę powyższego bloga z adresu:*