"Urlop w Egipcie był dobrym pomysłem" - myślał Kuba niosąc drinka Agacie. Nagle szklanka upadła, a on zamarł w bezruchu - jego żona obściskiwała się z młodym, dobrze zbudowanym "chyba Hiszpanem". Nie widziała go... Bez namysłu pobiegł do hotelu, spakował swoje rzeczy i napisał żonie list "Wiem o wszystkim! Szczęścia! Papiery rozwodowe będą na Ciebie czekać w domu." Kuba nie miał nastroju na wakacje, ale też nie chciał marnować sobie chwili wolności, która zdarza się w jego przypadku bardzo rzadko. Wyprowadził się z hotelu i pojechał do leżącej niedaleko willi. Wziął pokój i zadzwonił do jednego ze swoich najlepszych przyjaciół, który mieszkał w tym samym hotelu co kilkanaście minut temu on i Agata - Roberta. Lewy nie odbierał, więc tylko nagrał się na sekretarce. Nie bardzo wiedział co ze sobą zrobić i bez zastanowienia poszedł na wydmy. Spotkał tam swoją zapłakaną żonę, która podeszła do niego i zaczęła się tłumaczyć. Nie chciał jej widzieć; ściągnął obrączkę i włożył jej w dłoń, po czym z premedytacją w głosie powiedział:
- Jak mogłaś?! Weź to! Nie chcę Cię więcej widzieć.
- Kuba zaczekaj! Daj mi chwilę! - próbowała się marnie tłumaczyć Agata. Jednak Błaszczykowski wyminął ją i w pewnej chwili zadzwonił jego telefon. To był Robert.
- Hej stary, żartujesz sobie co nie?!
- Nie, to prawda.
- Gdzie jesteś?
- Nie mogę gadać, sorry. - powiedział Kuba w momencie kiedy zobaczył "ulubieńca" swojej "żony". Chciał mu przyłożyć, ale uświadomił sobie, że tak szczeniackie zachowanie nie jest na miejscu. Szedł w kierunku monopolowego. Kupił kilka "potrzebnych" rzeczy i poszedł do swojego pokoju. "Picie w samotności - tego mi brakowało. Staczam się." Przemyślenia przerwało mu pukanie do drzwi. Wstał i otworzył - tak jak myślał, to był Robert. Kiedy zobaczył kieliszek i usłyszał pytanie Kuby:
- Napijesz się? - uświadomił sobie, że dzieje się coś złego.
- Stary co Ty robisz?! Przecież nie pijesz.
- Przyszedłeś tu po to żeby mnie umoralniać?! Jeśli tak to wyjdź! - Robert nie wyszedł - kolega postawił przed nim kieliszek i bez słów zaczęli pić. Nie było go stać na słowa, a Lewy dobrze o tym wiedział dlatego nie naciskał. Znowu zadzwonił jego telefon... nie chciał rozmawiać z Agatą, wyciszył dźwięki i odłożył komórkę. Było około 3 kiedy Robert opuścił jego pokój.
- Tylko nie rób nic głupiego!
- Stary, jestem za bardzo pijany żeby robić cokolwiek. - pożegnał kolegę. Poszedł spać, obudziło go przeraźliwe pukanie do drzwi. Leniwie wstając otworzył drzwi.
- Kuba, co Ty, jeszcze śpisz?! Zapomniałeś?!
- O czym znowu? W ogóle po co tu przyszłaś; nie rozumiesz słowa "nie"? - powiedział zaspanym głosem i wpuścił żonę do środka.
- Piłeś?! Przecież Ty...
- Możesz się uciszyć?! Jedziemy na wakacje, a Ty podrywasz jakiegoś faceta! W czym on jest lepszy ode mnie? Do tego masz czelność przychodzić tutaj, budzić mnie w środku dnia i dodatkowo umoralniać, że nie powinienem pić?!
- Uspokój się Kuba! Dlatego nie powinieneś pić. Dziwię się Robertowi, że pozwolił Ci na takie coś. Rozumiem kieliszek czy dwa, ale żeby 3 butelki? Stajesz się agresywny, jak, jak... - mówiła płacząc Agata.
- Jak mój ojciec?! Nie zrobiłbym Ci tego, przecież wiesz, nie płacz już.
- To był impuls - tak dla funu, po prostu. On mnie zaczepił, przecież wiesz, że nie chciałam?
- Wiem kochanie, przestań płakać! - mówiąc to przytulił ją.
- Kubuniu, przyszłam tutaj z innego powodu. Jest dzisiaj zlot fanów polskich piłkarzy w Borussi. Ktoś doniósł tabloidom, że tu jesteście.
- Musimy iść? - spytał Jakub.
- Obecność raczej obowiązkowa.
- Kurcze musiałbym się ogarnąć. Zobacz jak ja wyglądam...- faktycznie jego stan był opłakany, no, ale cóż... Koniec, końców poszli na spotkanie - komiczna sytuacja - Robert i Kuba to cienie ludzi, a Łukasz był opalony jak rak. Przez cały dzień grali w piłkę, śpiewali "ich hymn" i oglądali mecze.
Wakacyjny urlop dobiegał końca - myśl o tym była wręcz przytłaczająca. Aczkolwiek fajnie było odpocząć, zwłaszcza po nieudanym Euro 2012.
- Zastanawialiście się kiedyś, czemu mamy takiego pecha? - spytał Łukasz.
- O co Ci chodzi? - zapytał śmiejąc się Robert.
- Ty już dobrze wiesz! Jesteśmy dobrzy, a mamy więcej porażek niż wygranych...
- To pewnie dlatego, że mamy tak przystojnego kapitana. Mecze są ustawione, bo przeciwnicy zazdroszczą. - zażartował Kuba.
- Oj Błaszczu, jak Ty już coś powiesz... - odezwał się Lewy.
- Dobra, dobra. Jutro wracamy i od razu gramy. Ciekawe jak nam pójdzie. - rozważał Łukasz.
- Przekonacie się jutro! Spadamy do łóżek, o 3 mamy samolot do Podgorcicy.
- Już idziemy mamo! - krzyknęli chłopcy do Agaty.
Dzień był pełen niespodzianek..., ale obiecałam, że dodam, więc jest i z góry mówię - dalej jest meeega lepiej, ale t się rozwija w tempie, więc gdzieś 3, 4 rozdział i będzie ostro! Naszła mnie myśl żeby dodać też książkę, którą napisałam w maju na konkurs, niestety nic nie zajęłam, ale cóż może prezentować gimnazjalistka wobec 36-letniego polonisty, który wygrał? Nie rozczulając się nad tym, jeżeli wyrazicie chęć to również wrzucę na bloga, też jest w miarę fajna. Aktualnie polecam czytać to:
www.i-need-you-to-smile.blogspot.com
Smileee fajnie pisze, ale dzisiaj jestem górą, bo dodałam, a ona nie... ;) Może się jutro zrehabilituje. Co do kolejnego rozdziału to postaram się jutro, do czwartku powinnam zdążyć! 3mka, piszcie czy się podoba....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz