niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział XIII

Kuba i Martyna poszli na małą wycieczkę krajoznawczą po Paryżu, po czym wrócili do Polski. Szczęsny wstał z samego rana i poszedł pobiegać oraz kupić prasę.
- Zobacz co mam!
- Zostaw je to pokażemy naszym współlokatorom.
- Kuba będzie zazdrosny.
- Haha no co Ty?
- Noo... - przekomarzał się Wojtek z Eweliną.
- Ale oni się kochają. - zachwycali się rodzice stojąc w drzwiach z kubkami kawy.
- Tak jak my. - po tych słowach seniorzy pocałowali się.
- No proszę Was, nie przy dziecku. - nalegał syn.
- Jakim dziecku?
- Czy my o czymś nie wiemy? - dopytywali się rodzice.
- No brawo... - podsumowała Ew, a potem Wojtek musiał wszystko wyjaśnić co spotkało się z dużym entuzjazmem. Po południu obie pary były w domu.
- Było świetnie, rodzice już wiedzą.
- Haha, gratulacje stary. - podsumował Kuba.
- Jeju jaki piękny. - zauważyła świecidełko na ręce Ewelina.
- Mój narzeczony ma dobry gust...
- No to tym razem my gratulujemy.
- Stary, musimy to opić! - zaproponował Wojtek.
- Nie dzisiaj, będziemy mieli sporo czasu w Londynie.
- Kuba, to o tym mówiłeś? - zreflektowała się Martyna.
- Tak.
- Kiedy i na ile? - chłodny ton i zimny wyraz twarzy Eweliny wzbudził niepokój.
- Jutro wieczorem, na pół roku ewentualnie 7 miesięcy.
- To ponad połowa ciąży.
- Poród w październiku, a Ty wrócisz we wrześniu.
- A szkoła rodzenia?
- Kiedy powiemy rodzicom?
- Nie zostawiajcie nas.
- Nie ma wyjścia, mamy kontrakty. - ratował się Szczęsny.
- To się ożeń z piłką! - ucięła Ewelina i zamknęła się u siebie.
- Będę dzwonił, a rodzicom powiemy jak wrócę.
- Później. - pobiegła uspokoić Ew Martyna.
Ewelina bała się, że piłkarz będzie niewierny lub znajdzie sobie kogoś, ale na szczęście dziewczyny szybko zażegnały kryzys. Potem porozmawiały ze swoimi drugimi połówkami i stwierdziły, że sobie poradzą. Następnego dnia Kuba zabrał Małą do lekarza.
- Dziecko jest zdrowe! Gratuluję! - mówił entuzjastycznie lekarz. W tym samym czasie Wojtek oświadczył się Ewelinie.
- Mała ma taki sam!
- Czyli tak?
- No jasne! - ucieszyła się dziewczyna.
Wieczorem pary pożegnały się - z ogromnym bólem, żalem, trudem i smutkiem, ale bez łez. Następnego dnia szara rzeczywistość - praca, trening, odpoczynek, rozmowa. I tak w kółko. Mijały miesiące - nagle pojawił się piąty miesiąc (lipiec) bez ukochanych, a z nim pewien duży kłopot. W piątek wieczorem Ewelina poszła na zakupy (nie można przecież wiecznie chodzić w szpilkach), a Martyna została w domu, bo zainteresował ją jakiś film i czekała na telefon od Jakuba. Jakieś 5 minut później (po wyjściu Ew oczywiście) rozległ się dzwonek do drzwi. Mała była pewna, że to przyjaciółka czegoś zapomniała i pobiegła do drzwi. Zobaczyła mężczyznę z nożem w dłoni, który mówił przez cały czas, że nienawidzi kobiet. Była przestraszona i chciała zamknąć dom jednak ostrze noża zostało wbite w udo, ale ostatkiem sił zatrzasnęła drzwi. Upadła na podłogę i usłyszała dzwoniący telefon. Myślała, że to narzeczony i szybko wyjęła go z kieszeni.
- Kuba? - odezwała się słabym głosem.
- Nie, Ewelina. Mam świetne buty, zaraz będę w domu. Coś się stało? Coś z dzieckiem? - spytała, ale nie usłyszała odpowiedzi.
- Mała! Jesteś?! Zaraz będę, czekaj w domu. - niczego nieświadoma Ew pobiegła do mieszkania. Gdy weszła od razu zadzwoniła na pogotowie, a gdy Martynę zabrano to przyjechał do niej Łukasz, gdyż ze strachu o dziewczynę i przed poinformowaniem narzeczonych oraz dużą dawką emocji sama się źle poczuła.

Macie kolejny rozdział! Sorry, że tak długo (ponad miesiąc), ale były ostatnie poprawki itd. Teraz mamy wakacje i gwarantuję, że będzie z tym o wiele lepiej ;-) Wczoraj nie byłam w stanie nic wrzucić, bo zrobiłyśmy sobie z dziewczynami oficjalne otwarcie wakacji. Także zrozumcie... Oglądacie teraz mecz? Bo ja nie ;D
Pozdrawiam!
Piiłkareczka... ;-)