wtorek, 30 lipca 2013

Rozdział XIV

Kuba wiedział o wszystkim. Pojechał do szpitala, ale narzeczona była nieprzytomna, a nie chciał tracić czasu, więc zgłosił wszystko na policji. Później podjechał do Eweliny żeby zobaczyć jak się czuje, bo z nią też było nie najlepiej.
- Cześć, nie trać czasu, jedź do Małej!
- Byłem, lekarze mieli obchód, ona śpi, zgłosiłem całą sprawę na policję i chciałem Ci przede wszystkim podziękować.
- Nie ma za co.
- Owszem jest. Jak się czujesz? Będziesz musiała złożyć zeznania...
- Muszę? Błagam Cię Jakubie, nie teraz, nie dziś. Mam jeszcze wizytę u lekarza, bo było słabo.
- To dalej, zawijaj, a ja Cię zawiozę i pójdę do lekarzy - oznajmił Kuba.
Okazało się, że Ewelina miała za wysokie ciśnienie, natomiast Martyna martwicę kości udowej i zagrożenie ciąży.
- Ale co to oznacza doktorze?
- Pana narzeczona potrzebuje jeszcze jednego zabiegu, w przeciwnym razie nie będzie mogła chodzić.
- To proszę go zrobić, jeśli trzeba zapłacę.
- Panie Błaszczykowski, żeby wykonać tę operację musi Pan mieć nie tylko pieniądze, ale przytomną żonę niebędącą w ciąży.
- Narzeczoną przepraszam bardzo. Kiedy się obudzi?
- Powinna za tydzień.
- A co z dzieckiem?
- Ciąża jest zagrożona, na wywołanie porodu musimy poczekać jeszcze 2 miesiące.
- Co z operacją?
- Jeżeli jej nie przeprowadzimy w ciągu 2 tygodni to pańska narzeczona może umrzeć, ewentualnie uratujemy dziecko.
- Do cholery jasnej! Ewentualnie to może mnie Pan zabrać na kawę. To jest szpital, tu się leczy.Wy tego nie umiecie! Dzisiaj znajdę lekarza, który przeprowadzi ten zabieg. Ty prostaku, za co Ci płacą... Za kilka godzin przenoszę ich do prywatnej kliniki w Berlinie. Jeśli będzie trzeba pozwę Was do sądu! Pamiętajcie kim jestem!!!- wrzeszczał Błaszczu i wybiegł prosto do sali Martyny. Była blada, nieprzytomna, całkiem inna - po prostu obca. Trzymał ją za rękę...
- Zabrałeś mi rodziców to zostaw mi ich. Błagam! - wręcz łkał mężczyzna.
- Telefon do Ciebie! - wparował Wojtek.
- Tak? Oczywiście doktorze. Naturalnie. Jestem zobowiązany. Biorę wypis i robię przelew. Ile dokładnie? Dobrze, dziękuję, za godzinę, tak, jasne.
- Jesteś wielki, oni muszą żyć! - piłkarz był wręcz uradowany. Załatwił wypis i następnego dnia byli w Berlinie. Usłyszał, że stan dziecka się poprawił, Martyna się niedługo obudzi, ale będzie bardzo cierpieć do końca.
- Co to znaczy doktorze? Wywołujecie poród?
- W mojej klinice na wywołanie porodu musicie Państwo poczekać przynajmniej miesiąc. Jeśli chodzi o jakąkolwiek operację to trzeba zaczekać do porodu.
- To o jaki koniec chodzi? - dopytywał się mężczyzna.
- Przepraszam na chwilę. - doktor poszedł na wezwanie do pacjenta, a Kuba znów do Małej.
- Wie Pan co to fair play? - zapytał go po chwili stojący obok doktor.
- No jasne przecież jestem piłkarzem.
- Dlatego pytam.
- A co w związku z tym? O co chodzi?
- Pan zostawi Ci dziecko, a zabierze narzeczoną. Nie sprzeciwiaj się mu, daj jej odejść i kochaj ją. Słyszy mnie Pan? Halo? Utrata przytomności, szybko! - Jakub przez chwilę myślał, że śni albo, że mu się wydaje... Jednak to nie był sen... Chora narzeczona, dziecko, brak sukcesów w piłce- owe rzeczy działy się w ich życiu. Mijały tygodnie - Martyna poroniła, ledwo uszła z życiem, a dodatkowo rozwinęła się u niej sepsa i cały czas była nieprzytomna.

Dziękuję za cierpliwość przede wszystkim! Sorry, za taki długo odstęp czasu, ale najpierw miałam na głowie wyprawienie urodzin, jakiś rzeczy do zrobienia w domu, baaaaardzooo niespodziewane wakacje nad morzem i przyjazd taty, także wykorzystałam malutką chwilkę dla siebie, aby tu coś wrzucić. Teraz będę bardziej systematyczna- mam nadzieję!
Pozdrawiam!
Piłkareczka... ;-)