- Nie, nic. Słabo mi się zrobiło.
- Połóż się, a Ty otwórz okna. - polecił Wojtkowi Łukasz.
- Dajcie mu wody. - ponagliła Ewelina.
- Skarbie, spokojnie. Nie płacz już.
- Wtedy też tak było. Myślałam, że umierasz, wiesz jak się bałam, że Cię nie uratują?
- Ale kochanie jestem przy Tobie. To tylko zmęczenie. - mówiąc to Jakub całował narzeczoną, potem zasnęli przytuleni, a piłkarze poszli do swoich pokoi. - czuwali tylko Szczęsny, Lewandowski i Piszczek.
Kuba obudził się około południa - w tym czasie Mała wstała i poszła do pracy. Był wściekły, bo mieli odpoczywać, więc szybko po nią poszedł.
- Co Ty robisz?! Leżałaś 4 miesiące chora. Nie wolno Ci przecież tak się... - monolog Kuby przerwało nagłe omdlenie fizjoterapeutki.
Ewelina szybko zareagowała i Mała znalazła się po chwili w bezpiecznym, ciepłym łóżku.
- Byłaś nieodpowiedzialna. Nigdy więcej tego nie rób! - krzyczał piłkarz.
- Co jeszcze? Co mogę robić?! Mam o niej myśleć? Tego chcesz?!
- Uspokój się dziewczyno. Masz iść do psychologa, razem pójdziemy.
- Nie! Nie jestem wariatką! Nigdzie nie idę. - płakała Martyna i wtuliła się w tors mężczyzny. Tylko wtedy była spokojna, a rozmawiający z niż później psycholog zdiagnozował depresję. Mała dostała leki.
- Ale przede wszystkim potrzebuje wsparcia. - podsumował doktor.
- Kochanie, a może pojedziemy do Twoich rodziców? Mieszkają na wsi, poznają mnie. - zaproponował nieśmiało Błaszczykowski.
- Chętnie Was zawiozę. - zaoferował się Szczęsny.
- Jak chcesz. Powiemy im o dziecku? - martwiła się w samochodzie Mała.
- Jak uważasz. Możesz na mnie liczyć. - wyszeptał piłkarz.
Po kilku godzinach byli pod Wrocławiem - rodzice przywitali córkę i Kubę serdecznie, gdyż wiedzieli o tym co przeszli. Jednak nie chcieli się zdradzić i nie dali po sobie nic poznać. Zakochani byli zmęczeni chorobami i utratą dziecka dlatego postanowili, że w ich życiu będzie luźniej choć przez chwilę i poszli na spacer nieco odpocząć. Byli przytuleni, spokojni i od bardzo dawno po raz pierwszy czuli się szczęśliwi.
- Kochanie, jak tam?
- Ciężko, ale bądź przy mnie, wtedy jestem bezpieczna. - oznajmiła dziewczyna.
- Wszystko się ułoży, zobaczysz. Zostaniemy tu tak długo jak będziesz chciała, przyrzekam. - narzeczeni usiedli na brzegu rzeki, a Kuba objął dziewczynę. Cały dzień podróży wykończył Małą na tyle, że pierwszy raz spokojnie, bez nerwów zasnęła. Niestety Jakub musiał obudzić dziewczynę, gdyż nie był na tyle silny i zdrowy, aby nosić ukochaną. Gdy para wróciła do domu zasnęli po chwili. Spali długo, do południa i prawie zapomnieli o problemach. Prawie to duża różnica - Mała nie pozwoliła Kubie na jakiekolwiek czułości, bo bała się konsekwencji.
- Ile tak można?! Całe życie?
- Tyle ile trzeba.
- Gdybym chciał żyć w celibacie poszedłbym na księdza.
- Raczej zostałbym księdzem. - Martyna rzuciła poduszką w chłopaka i wszystko poszło dobrze. Przełamali się, a co najważniejsze, nie szukali powodów do kłótni w tej kwestii.
- Wolałabyś córkę czy syna?
- Kuba? Jak możesz?! - wzdrygnęła się dziewczyna.
- No co?! Przecież mieliśmy córkę.
- Przestań, ogarnij, że wiem, pamiętam i czuję to, a Ty mi w kółko o tym przypominasz!
- Nareszcie! Moja kocica wróciła... Mnie wszystko jedno.
- Tak?
- Byle chłopak!
- Nie zrobisz z niego piłkarza, nie ma mowy. - Mała zostawiła "obrażonego" Kubę w łóżku i poszła się ogarnąć oraz przewietrzyć. Jakub natomiast źle się czuł i zasnął. Niczego nieświadoma dziewczyna przeżyła szok, gdy po powrocie do pokoju zobaczyła według niej nieprzytomnego mężczyznę z myślami samobójczym w głowie (sms Kuby do Lewego: "Żyję, ale co to za życie, czas z tym skończyć."). Chłopakom chodziło po prostu o to, że życie piłkarza bez gry jest nudne.
Macie kolejny rozdział po dłuuuugiej przerwie ;) Wykorzystałam nieco przerwę świąteczną i oto jest ;D Miłego czytania, być może po zakończeniu pierwszego semestru pojawi się następny ;-)
Pozdrawiam!
piłkareczka... ;-)
My life is you :*
czwartek, 2 stycznia 2014
wtorek, 19 listopada 2013
Głosowanie!!!
Hej! Sorry, że tutaj i wgl. obiecuję, że wrzucę coś przez weekend na 100% bo długoooooooooooooo mnie tu niebyło, ale błagam, zagłosujcie na 13 :D Zależy nam na nagraniu teledysku ;-)
http://www.ok24.tv/oklista1/4936-13-zespol-z-gimnazjum-w-opatowie
http://www.ok24.tv/oklista1/4936-13-zespol-z-gimnazjum-w-opatowie
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Rozdział XV
Kuba przeszedł poważną operację serca inie odzyskał przytomności. Tymczasem Ewelina miała zagrożoną ciążę, natomiast Wojtek nie wyrabiał i miał dość. Po 2 tygodniach od operacji Jakub się obudził. W tym czasie również udało się to Małej, z którą nie było zbyt dużego kontaktu z powodu choroby i szoku.
- Miał Pan poważną operację i mógł Pan umrzeć.
- Chcę ją zobaczyć. - powiedział przerywanym głosem piłkarz.
- To niemożliwe, nie wolno Panu wstawać.
- Doktorze, nie widziałem jej ponad miesiąc, a poza tym są jeszcze wózki. - lekarz dał się ubłagać i na wózku z całym sprzętem podtrzymującym kapitana przy życiu, przetransportowano go do narzeczonej. Był tak słaby, że po drodze prawie zasnął.
- Kubuś? Co Ci się stało? Nic Pan nie mówił!! - wrzasnęła Martyna.
- Nic wielkiego. Jak się czujesz?
- Straciliśmy ją. To była dziewczynka...
- Nie płacz kochanie.
- Kuba. Nie! - Mała zdołała tylko dotknąć dłoni osuwającego się mężczyzny i była świadkiem jego (na szczęście) udanej akcji reanimacyjnej co sprawiło wielki wstrząs dla jej psychiki. Na pocieszenie na jej sali pojawiła się Ewelina z Wojtkiem.
- Tylko szybko kochanie, Pan doktor nie pozwolił na długo.- upomniał Szczęsny, a Ew. usiadła obok przyjaciółki.
- Cześć. Jak tam? - pyta Małą Ewelina.
Martyna nic nie powiedziała tylko się rozpłakała.
- Straciłam ją... Nasza córeczka byłaby piękna. Moje włosy, oczy Kuby, a teraz nie mam nic. On tu leżał, o mało nie umarł. - szlochała dziewczyna.
- Spokojnie. - Ew. musiała wyjść, bo do "akcji" wkroczył lekarz. Martyna dochodziła do siebie, podobnie Kuba, oboje teraz zasnęli, ale było wszystko ok.
- Kiedy znowu zagra? - pytał trener lekarzy.
- Przynajmniej pół roku odpoczynku. No 3 miesiące jak przy jego zdrowiu. Napije się Pan?
- Z chęcią. - zgodził się trener.
W tym czasie narzeczeni się obudzili, byli razem na sali i trzymali się za ręce. Doszli do wniosku, że biorą ślub, wylatują w ciepłe kraje i zapominają o tym co było.
- To jest miłość!
- Ba... - ucałował Ew. w czoło Szczęsny i oślepiły ich flesze. Dziennikarze wtargnęli do kliniki, fotografowali Błaszczykowskiego i chcieli, aby ten udzielił im wywiadu. Jednak Kuba był zbyt słaby i nie pozwolił reporterom na zdjęcia.
- Kocham Cię. - szepnęła słabym głosem Mała.
- Ja Ciebie też, słońce. - powiedział Błaszczu, gdy opuszczali szpital tydzień później.
- Trzeba mi dwóch rzeczy - prysznica i dobrego seksu!
- Weź... Ja nie chcę, a poza tym Ty nie możesz. - upomniała narzeczonego Martyna.
- Ta co się boi o moje serducho. Chodź się kąpać, a nie matka! - krzyknął spod prysznica Błaszczykowski, a w tym czasie do pokoju hotelowego weszli piłkarze. Jakub usłyszał płacz i przestraszony zobaczył płaczącą Martynę pod ścianą.
- Ej co jest?
- Wytrzyj się. Nie będę matką i nią nie jestem.
- Nie, nie wytrę się, bo mamy się kąpać, prawda? A poza tym jesteś matką i to na pełen etat.
- Ciekawe czyją... - szlochała dziewczyna.
- Moją! Chodź się kąpać i pójdziemy spać. I mnie nie denerwuj. - po tych słowach zakochani wzięli wspólny prysznic.
W końcu wyszli z łazienki - Martyna w piżamie, a Jakub w spodenkach z opatrunkiem na pół klatki piersiowej.
- Jak miło Was widzieć!
- Wracajcie do zdrowia!
- No, stary, gdzie ten Twój kaloryfer?
- Napijmy się! - zaproponowali piłkarze.
- Ja odpadam, biorę leki, to samo Martyna. Innym razem.
- A tak w ogóle to co Ci było kapitanie? - Błaszczu po omacku szukał łóżka bądź ściany, w ostatniej chwili wsparł się Roberta.
- Co jest, Kuba? - zaniepokoił się Lewy, a Mała zaczęła płakać.
Macie kolejny rozdział ;-) Sorry, że tyle to trwało, ale ostatnio pojawiły się u mnie małe kłopoty zdrowotne, więc... Póki co chwytam się wszystkich sposobów, które mogą mi pomóc, ale mam nadzieję, że sprawa wyjaśni się w środę ;) Jeśli jutro będzie brzydka pogoda to coś powinnam wrzucić...
Pozdrawiam!
Piłkareczka... ;-)
- Miał Pan poważną operację i mógł Pan umrzeć.
- Chcę ją zobaczyć. - powiedział przerywanym głosem piłkarz.
- To niemożliwe, nie wolno Panu wstawać.
- Doktorze, nie widziałem jej ponad miesiąc, a poza tym są jeszcze wózki. - lekarz dał się ubłagać i na wózku z całym sprzętem podtrzymującym kapitana przy życiu, przetransportowano go do narzeczonej. Był tak słaby, że po drodze prawie zasnął.
- Kubuś? Co Ci się stało? Nic Pan nie mówił!! - wrzasnęła Martyna.
- Nic wielkiego. Jak się czujesz?
- Straciliśmy ją. To była dziewczynka...
- Nie płacz kochanie.
- Kuba. Nie! - Mała zdołała tylko dotknąć dłoni osuwającego się mężczyzny i była świadkiem jego (na szczęście) udanej akcji reanimacyjnej co sprawiło wielki wstrząs dla jej psychiki. Na pocieszenie na jej sali pojawiła się Ewelina z Wojtkiem.
- Tylko szybko kochanie, Pan doktor nie pozwolił na długo.- upomniał Szczęsny, a Ew. usiadła obok przyjaciółki.
- Cześć. Jak tam? - pyta Małą Ewelina.
Martyna nic nie powiedziała tylko się rozpłakała.
- Straciłam ją... Nasza córeczka byłaby piękna. Moje włosy, oczy Kuby, a teraz nie mam nic. On tu leżał, o mało nie umarł. - szlochała dziewczyna.
- Spokojnie. - Ew. musiała wyjść, bo do "akcji" wkroczył lekarz. Martyna dochodziła do siebie, podobnie Kuba, oboje teraz zasnęli, ale było wszystko ok.
- Kiedy znowu zagra? - pytał trener lekarzy.
- Przynajmniej pół roku odpoczynku. No 3 miesiące jak przy jego zdrowiu. Napije się Pan?
- Z chęcią. - zgodził się trener.
W tym czasie narzeczeni się obudzili, byli razem na sali i trzymali się za ręce. Doszli do wniosku, że biorą ślub, wylatują w ciepłe kraje i zapominają o tym co było.
- To jest miłość!
- Ba... - ucałował Ew. w czoło Szczęsny i oślepiły ich flesze. Dziennikarze wtargnęli do kliniki, fotografowali Błaszczykowskiego i chcieli, aby ten udzielił im wywiadu. Jednak Kuba był zbyt słaby i nie pozwolił reporterom na zdjęcia.
- Kocham Cię. - szepnęła słabym głosem Mała.
- Ja Ciebie też, słońce. - powiedział Błaszczu, gdy opuszczali szpital tydzień później.
- Trzeba mi dwóch rzeczy - prysznica i dobrego seksu!
- Weź... Ja nie chcę, a poza tym Ty nie możesz. - upomniała narzeczonego Martyna.
- Ta co się boi o moje serducho. Chodź się kąpać, a nie matka! - krzyknął spod prysznica Błaszczykowski, a w tym czasie do pokoju hotelowego weszli piłkarze. Jakub usłyszał płacz i przestraszony zobaczył płaczącą Martynę pod ścianą.
- Ej co jest?
- Wytrzyj się. Nie będę matką i nią nie jestem.
- Nie, nie wytrę się, bo mamy się kąpać, prawda? A poza tym jesteś matką i to na pełen etat.
- Ciekawe czyją... - szlochała dziewczyna.
- Moją! Chodź się kąpać i pójdziemy spać. I mnie nie denerwuj. - po tych słowach zakochani wzięli wspólny prysznic.
W końcu wyszli z łazienki - Martyna w piżamie, a Jakub w spodenkach z opatrunkiem na pół klatki piersiowej.
- Jak miło Was widzieć!
- Wracajcie do zdrowia!
- No, stary, gdzie ten Twój kaloryfer?
- Napijmy się! - zaproponowali piłkarze.
- Ja odpadam, biorę leki, to samo Martyna. Innym razem.
- A tak w ogóle to co Ci było kapitanie? - Błaszczu po omacku szukał łóżka bądź ściany, w ostatniej chwili wsparł się Roberta.
- Co jest, Kuba? - zaniepokoił się Lewy, a Mała zaczęła płakać.
Macie kolejny rozdział ;-) Sorry, że tyle to trwało, ale ostatnio pojawiły się u mnie małe kłopoty zdrowotne, więc... Póki co chwytam się wszystkich sposobów, które mogą mi pomóc, ale mam nadzieję, że sprawa wyjaśni się w środę ;) Jeśli jutro będzie brzydka pogoda to coś powinnam wrzucić...
Pozdrawiam!
Piłkareczka... ;-)
wtorek, 30 lipca 2013
Rozdział XIV
Kuba wiedział o wszystkim. Pojechał do szpitala, ale narzeczona była nieprzytomna, a nie chciał tracić czasu, więc zgłosił wszystko na policji. Później podjechał do Eweliny żeby zobaczyć jak się czuje, bo z nią też było nie najlepiej.
- Cześć, nie trać czasu, jedź do Małej!
- Byłem, lekarze mieli obchód, ona śpi, zgłosiłem całą sprawę na policję i chciałem Ci przede wszystkim podziękować.
- Nie ma za co.
- Owszem jest. Jak się czujesz? Będziesz musiała złożyć zeznania...
- Muszę? Błagam Cię Jakubie, nie teraz, nie dziś. Mam jeszcze wizytę u lekarza, bo było słabo.
- To dalej, zawijaj, a ja Cię zawiozę i pójdę do lekarzy - oznajmił Kuba.
Okazało się, że Ewelina miała za wysokie ciśnienie, natomiast Martyna martwicę kości udowej i zagrożenie ciąży.
- Ale co to oznacza doktorze?
- Pana narzeczona potrzebuje jeszcze jednego zabiegu, w przeciwnym razie nie będzie mogła chodzić.
- To proszę go zrobić, jeśli trzeba zapłacę.
- Panie Błaszczykowski, żeby wykonać tę operację musi Pan mieć nie tylko pieniądze, ale przytomną żonę niebędącą w ciąży.
- Narzeczoną przepraszam bardzo. Kiedy się obudzi?
- Powinna za tydzień.
- A co z dzieckiem?
- Ciąża jest zagrożona, na wywołanie porodu musimy poczekać jeszcze 2 miesiące.
- Co z operacją?
- Jeżeli jej nie przeprowadzimy w ciągu 2 tygodni to pańska narzeczona może umrzeć, ewentualnie uratujemy dziecko.
- Do cholery jasnej! Ewentualnie to może mnie Pan zabrać na kawę. To jest szpital, tu się leczy.Wy tego nie umiecie! Dzisiaj znajdę lekarza, który przeprowadzi ten zabieg. Ty prostaku, za co Ci płacą... Za kilka godzin przenoszę ich do prywatnej kliniki w Berlinie. Jeśli będzie trzeba pozwę Was do sądu! Pamiętajcie kim jestem!!!- wrzeszczał Błaszczu i wybiegł prosto do sali Martyny. Była blada, nieprzytomna, całkiem inna - po prostu obca. Trzymał ją za rękę...
- Zabrałeś mi rodziców to zostaw mi ich. Błagam! - wręcz łkał mężczyzna.
- Telefon do Ciebie! - wparował Wojtek.
- Tak? Oczywiście doktorze. Naturalnie. Jestem zobowiązany. Biorę wypis i robię przelew. Ile dokładnie? Dobrze, dziękuję, za godzinę, tak, jasne.
- Jesteś wielki, oni muszą żyć! - piłkarz był wręcz uradowany. Załatwił wypis i następnego dnia byli w Berlinie. Usłyszał, że stan dziecka się poprawił, Martyna się niedługo obudzi, ale będzie bardzo cierpieć do końca.
- Co to znaczy doktorze? Wywołujecie poród?
- W mojej klinice na wywołanie porodu musicie Państwo poczekać przynajmniej miesiąc. Jeśli chodzi o jakąkolwiek operację to trzeba zaczekać do porodu.
- To o jaki koniec chodzi? - dopytywał się mężczyzna.
- Przepraszam na chwilę. - doktor poszedł na wezwanie do pacjenta, a Kuba znów do Małej.
- Wie Pan co to fair play? - zapytał go po chwili stojący obok doktor.
- No jasne przecież jestem piłkarzem.
- Dlatego pytam.
- A co w związku z tym? O co chodzi?
- Pan zostawi Ci dziecko, a zabierze narzeczoną. Nie sprzeciwiaj się mu, daj jej odejść i kochaj ją. Słyszy mnie Pan? Halo? Utrata przytomności, szybko! - Jakub przez chwilę myślał, że śni albo, że mu się wydaje... Jednak to nie był sen... Chora narzeczona, dziecko, brak sukcesów w piłce- owe rzeczy działy się w ich życiu. Mijały tygodnie - Martyna poroniła, ledwo uszła z życiem, a dodatkowo rozwinęła się u niej sepsa i cały czas była nieprzytomna.
Dziękuję za cierpliwość przede wszystkim! Sorry, za taki długo odstęp czasu, ale najpierw miałam na głowie wyprawienie urodzin, jakiś rzeczy do zrobienia w domu, baaaaardzooo niespodziewane wakacje nad morzem i przyjazd taty, także wykorzystałam malutką chwilkę dla siebie, aby tu coś wrzucić. Teraz będę bardziej systematyczna- mam nadzieję!
Pozdrawiam!
Piłkareczka... ;-)
- Cześć, nie trać czasu, jedź do Małej!
- Byłem, lekarze mieli obchód, ona śpi, zgłosiłem całą sprawę na policję i chciałem Ci przede wszystkim podziękować.
- Nie ma za co.
- Owszem jest. Jak się czujesz? Będziesz musiała złożyć zeznania...
- Muszę? Błagam Cię Jakubie, nie teraz, nie dziś. Mam jeszcze wizytę u lekarza, bo było słabo.
- To dalej, zawijaj, a ja Cię zawiozę i pójdę do lekarzy - oznajmił Kuba.
Okazało się, że Ewelina miała za wysokie ciśnienie, natomiast Martyna martwicę kości udowej i zagrożenie ciąży.
- Ale co to oznacza doktorze?
- Pana narzeczona potrzebuje jeszcze jednego zabiegu, w przeciwnym razie nie będzie mogła chodzić.
- To proszę go zrobić, jeśli trzeba zapłacę.
- Panie Błaszczykowski, żeby wykonać tę operację musi Pan mieć nie tylko pieniądze, ale przytomną żonę niebędącą w ciąży.
- Narzeczoną przepraszam bardzo. Kiedy się obudzi?
- Powinna za tydzień.
- A co z dzieckiem?
- Ciąża jest zagrożona, na wywołanie porodu musimy poczekać jeszcze 2 miesiące.
- Co z operacją?
- Jeżeli jej nie przeprowadzimy w ciągu 2 tygodni to pańska narzeczona może umrzeć, ewentualnie uratujemy dziecko.
- Do cholery jasnej! Ewentualnie to może mnie Pan zabrać na kawę. To jest szpital, tu się leczy.Wy tego nie umiecie! Dzisiaj znajdę lekarza, który przeprowadzi ten zabieg. Ty prostaku, za co Ci płacą... Za kilka godzin przenoszę ich do prywatnej kliniki w Berlinie. Jeśli będzie trzeba pozwę Was do sądu! Pamiętajcie kim jestem!!!- wrzeszczał Błaszczu i wybiegł prosto do sali Martyny. Była blada, nieprzytomna, całkiem inna - po prostu obca. Trzymał ją za rękę...
- Zabrałeś mi rodziców to zostaw mi ich. Błagam! - wręcz łkał mężczyzna.
- Telefon do Ciebie! - wparował Wojtek.
- Tak? Oczywiście doktorze. Naturalnie. Jestem zobowiązany. Biorę wypis i robię przelew. Ile dokładnie? Dobrze, dziękuję, za godzinę, tak, jasne.
- Jesteś wielki, oni muszą żyć! - piłkarz był wręcz uradowany. Załatwił wypis i następnego dnia byli w Berlinie. Usłyszał, że stan dziecka się poprawił, Martyna się niedługo obudzi, ale będzie bardzo cierpieć do końca.
- Co to znaczy doktorze? Wywołujecie poród?
- W mojej klinice na wywołanie porodu musicie Państwo poczekać przynajmniej miesiąc. Jeśli chodzi o jakąkolwiek operację to trzeba zaczekać do porodu.
- To o jaki koniec chodzi? - dopytywał się mężczyzna.
- Przepraszam na chwilę. - doktor poszedł na wezwanie do pacjenta, a Kuba znów do Małej.
- Wie Pan co to fair play? - zapytał go po chwili stojący obok doktor.
- No jasne przecież jestem piłkarzem.
- Dlatego pytam.
- A co w związku z tym? O co chodzi?
- Pan zostawi Ci dziecko, a zabierze narzeczoną. Nie sprzeciwiaj się mu, daj jej odejść i kochaj ją. Słyszy mnie Pan? Halo? Utrata przytomności, szybko! - Jakub przez chwilę myślał, że śni albo, że mu się wydaje... Jednak to nie był sen... Chora narzeczona, dziecko, brak sukcesów w piłce- owe rzeczy działy się w ich życiu. Mijały tygodnie - Martyna poroniła, ledwo uszła z życiem, a dodatkowo rozwinęła się u niej sepsa i cały czas była nieprzytomna.
Dziękuję za cierpliwość przede wszystkim! Sorry, za taki długo odstęp czasu, ale najpierw miałam na głowie wyprawienie urodzin, jakiś rzeczy do zrobienia w domu, baaaaardzooo niespodziewane wakacje nad morzem i przyjazd taty, także wykorzystałam malutką chwilkę dla siebie, aby tu coś wrzucić. Teraz będę bardziej systematyczna- mam nadzieję!
Pozdrawiam!
Piłkareczka... ;-)
niedziela, 30 czerwca 2013
Rozdział XIII
Kuba i Martyna poszli na małą wycieczkę krajoznawczą po Paryżu, po czym wrócili do Polski. Szczęsny wstał z samego rana i poszedł pobiegać oraz kupić prasę.
- Zobacz co mam!
- Zostaw je to pokażemy naszym współlokatorom.
- Kuba będzie zazdrosny.
- Haha no co Ty?
- Noo... - przekomarzał się Wojtek z Eweliną.
- Ale oni się kochają. - zachwycali się rodzice stojąc w drzwiach z kubkami kawy.
- Tak jak my. - po tych słowach seniorzy pocałowali się.
- No proszę Was, nie przy dziecku. - nalegał syn.
- Jakim dziecku?
- Czy my o czymś nie wiemy? - dopytywali się rodzice.
- No brawo... - podsumowała Ew, a potem Wojtek musiał wszystko wyjaśnić co spotkało się z dużym entuzjazmem. Po południu obie pary były w domu.
- Było świetnie, rodzice już wiedzą.
- Haha, gratulacje stary. - podsumował Kuba.
- Jeju jaki piękny. - zauważyła świecidełko na ręce Ewelina.
- Mój narzeczony ma dobry gust...
- No to tym razem my gratulujemy.
- Stary, musimy to opić! - zaproponował Wojtek.
- Nie dzisiaj, będziemy mieli sporo czasu w Londynie.
- Kuba, to o tym mówiłeś? - zreflektowała się Martyna.
- Tak.
- Kiedy i na ile? - chłodny ton i zimny wyraz twarzy Eweliny wzbudził niepokój.
- Jutro wieczorem, na pół roku ewentualnie 7 miesięcy.
- To ponad połowa ciąży.
- Poród w październiku, a Ty wrócisz we wrześniu.
- A szkoła rodzenia?
- Kiedy powiemy rodzicom?
- Nie zostawiajcie nas.
- Nie ma wyjścia, mamy kontrakty. - ratował się Szczęsny.
- To się ożeń z piłką! - ucięła Ewelina i zamknęła się u siebie.
- Będę dzwonił, a rodzicom powiemy jak wrócę.
- Później. - pobiegła uspokoić Ew Martyna.
Ewelina bała się, że piłkarz będzie niewierny lub znajdzie sobie kogoś, ale na szczęście dziewczyny szybko zażegnały kryzys. Potem porozmawiały ze swoimi drugimi połówkami i stwierdziły, że sobie poradzą. Następnego dnia Kuba zabrał Małą do lekarza.
- Dziecko jest zdrowe! Gratuluję! - mówił entuzjastycznie lekarz. W tym samym czasie Wojtek oświadczył się Ewelinie.
- Mała ma taki sam!
- Czyli tak?
- No jasne! - ucieszyła się dziewczyna.
Wieczorem pary pożegnały się - z ogromnym bólem, żalem, trudem i smutkiem, ale bez łez. Następnego dnia szara rzeczywistość - praca, trening, odpoczynek, rozmowa. I tak w kółko. Mijały miesiące - nagle pojawił się piąty miesiąc (lipiec) bez ukochanych, a z nim pewien duży kłopot. W piątek wieczorem Ewelina poszła na zakupy (nie można przecież wiecznie chodzić w szpilkach), a Martyna została w domu, bo zainteresował ją jakiś film i czekała na telefon od Jakuba. Jakieś 5 minut później (po wyjściu Ew oczywiście) rozległ się dzwonek do drzwi. Mała była pewna, że to przyjaciółka czegoś zapomniała i pobiegła do drzwi. Zobaczyła mężczyznę z nożem w dłoni, który mówił przez cały czas, że nienawidzi kobiet. Była przestraszona i chciała zamknąć dom jednak ostrze noża zostało wbite w udo, ale ostatkiem sił zatrzasnęła drzwi. Upadła na podłogę i usłyszała dzwoniący telefon. Myślała, że to narzeczony i szybko wyjęła go z kieszeni.
- Kuba? - odezwała się słabym głosem.
- Nie, Ewelina. Mam świetne buty, zaraz będę w domu. Coś się stało? Coś z dzieckiem? - spytała, ale nie usłyszała odpowiedzi.
- Mała! Jesteś?! Zaraz będę, czekaj w domu. - niczego nieświadoma Ew pobiegła do mieszkania. Gdy weszła od razu zadzwoniła na pogotowie, a gdy Martynę zabrano to przyjechał do niej Łukasz, gdyż ze strachu o dziewczynę i przed poinformowaniem narzeczonych oraz dużą dawką emocji sama się źle poczuła.
Macie kolejny rozdział! Sorry, że tak długo (ponad miesiąc), ale były ostatnie poprawki itd. Teraz mamy wakacje i gwarantuję, że będzie z tym o wiele lepiej ;-) Wczoraj nie byłam w stanie nic wrzucić, bo zrobiłyśmy sobie z dziewczynami oficjalne otwarcie wakacji. Także zrozumcie... Oglądacie teraz mecz? Bo ja nie ;D
Pozdrawiam!
Piiłkareczka... ;-)
- Zobacz co mam!
- Zostaw je to pokażemy naszym współlokatorom.
- Kuba będzie zazdrosny.
- Haha no co Ty?
- Noo... - przekomarzał się Wojtek z Eweliną.
- Ale oni się kochają. - zachwycali się rodzice stojąc w drzwiach z kubkami kawy.
- Tak jak my. - po tych słowach seniorzy pocałowali się.
- No proszę Was, nie przy dziecku. - nalegał syn.
- Jakim dziecku?
- Czy my o czymś nie wiemy? - dopytywali się rodzice.
- No brawo... - podsumowała Ew, a potem Wojtek musiał wszystko wyjaśnić co spotkało się z dużym entuzjazmem. Po południu obie pary były w domu.
- Było świetnie, rodzice już wiedzą.
- Haha, gratulacje stary. - podsumował Kuba.
- Jeju jaki piękny. - zauważyła świecidełko na ręce Ewelina.
- Mój narzeczony ma dobry gust...
- No to tym razem my gratulujemy.
- Stary, musimy to opić! - zaproponował Wojtek.
- Nie dzisiaj, będziemy mieli sporo czasu w Londynie.
- Kuba, to o tym mówiłeś? - zreflektowała się Martyna.
- Tak.
- Kiedy i na ile? - chłodny ton i zimny wyraz twarzy Eweliny wzbudził niepokój.
- Jutro wieczorem, na pół roku ewentualnie 7 miesięcy.
- To ponad połowa ciąży.
- Poród w październiku, a Ty wrócisz we wrześniu.
- A szkoła rodzenia?
- Kiedy powiemy rodzicom?
- Nie zostawiajcie nas.
- Nie ma wyjścia, mamy kontrakty. - ratował się Szczęsny.
- To się ożeń z piłką! - ucięła Ewelina i zamknęła się u siebie.
- Będę dzwonił, a rodzicom powiemy jak wrócę.
- Później. - pobiegła uspokoić Ew Martyna.
Ewelina bała się, że piłkarz będzie niewierny lub znajdzie sobie kogoś, ale na szczęście dziewczyny szybko zażegnały kryzys. Potem porozmawiały ze swoimi drugimi połówkami i stwierdziły, że sobie poradzą. Następnego dnia Kuba zabrał Małą do lekarza.
- Dziecko jest zdrowe! Gratuluję! - mówił entuzjastycznie lekarz. W tym samym czasie Wojtek oświadczył się Ewelinie.
- Mała ma taki sam!
- Czyli tak?
- No jasne! - ucieszyła się dziewczyna.
Wieczorem pary pożegnały się - z ogromnym bólem, żalem, trudem i smutkiem, ale bez łez. Następnego dnia szara rzeczywistość - praca, trening, odpoczynek, rozmowa. I tak w kółko. Mijały miesiące - nagle pojawił się piąty miesiąc (lipiec) bez ukochanych, a z nim pewien duży kłopot. W piątek wieczorem Ewelina poszła na zakupy (nie można przecież wiecznie chodzić w szpilkach), a Martyna została w domu, bo zainteresował ją jakiś film i czekała na telefon od Jakuba. Jakieś 5 minut później (po wyjściu Ew oczywiście) rozległ się dzwonek do drzwi. Mała była pewna, że to przyjaciółka czegoś zapomniała i pobiegła do drzwi. Zobaczyła mężczyznę z nożem w dłoni, który mówił przez cały czas, że nienawidzi kobiet. Była przestraszona i chciała zamknąć dom jednak ostrze noża zostało wbite w udo, ale ostatkiem sił zatrzasnęła drzwi. Upadła na podłogę i usłyszała dzwoniący telefon. Myślała, że to narzeczony i szybko wyjęła go z kieszeni.
- Kuba? - odezwała się słabym głosem.
- Nie, Ewelina. Mam świetne buty, zaraz będę w domu. Coś się stało? Coś z dzieckiem? - spytała, ale nie usłyszała odpowiedzi.
- Mała! Jesteś?! Zaraz będę, czekaj w domu. - niczego nieświadoma Ew pobiegła do mieszkania. Gdy weszła od razu zadzwoniła na pogotowie, a gdy Martynę zabrano to przyjechał do niej Łukasz, gdyż ze strachu o dziewczynę i przed poinformowaniem narzeczonych oraz dużą dawką emocji sama się źle poczuła.
Macie kolejny rozdział! Sorry, że tak długo (ponad miesiąc), ale były ostatnie poprawki itd. Teraz mamy wakacje i gwarantuję, że będzie z tym o wiele lepiej ;-) Wczoraj nie byłam w stanie nic wrzucić, bo zrobiłyśmy sobie z dziewczynami oficjalne otwarcie wakacji. Także zrozumcie... Oglądacie teraz mecz? Bo ja nie ;D
Pozdrawiam!
Piiłkareczka... ;-)
niedziela, 26 maja 2013
Rozdział XII
- To świetnie! - okrzykiem radości zakończyła sielankę Martyna.
- Nie płacz, bo się rozmażesz słońce. Co jest? Coś nie tak?
- Nie, wszystko ok, tylko... Tylko też bym chciała poznać jego rodziców. Mają tak przystojnego, wielkiego, zdolnego syna, a nawet nie widzą jak się rozwija. Nie poznam ich, moje dziecko też nie. Mam je zaprowadzić na cmentarz> - wszystkie słowa zdołał usłyszeć stojący w progu Kuba.
- Nie, nie musisz. Poradzimy sobie, Ty i ja razem na zawsze, rozumiesz? Dam Wam wszystko, dom, pieniądze, wakacje, uchylę Wam nieba, ale pod jednym warunkiem. - mówiąc to zbliżał się do dziewczyny.
- Jakim?
- Przestajesz płakać i wyjeżdżamy na lotnisko, bo się spóźnimy, ale...
- Co? Mów wreszcie! - ponaglała zakochana.
- Powiesz mi, które buty mam założyć.
- Oj Kuba, Ty wariacie! We wszystkich Ci ładnie mój przystojniaczku.
- Wieem! - odkrzyknął i zaniósł dziewczynę do samochodu.
Lot do Paryża trwał zaledwie 4 godziny, podczas których zakochani trzymali się za ręce i podziwiali krajobrazy nie zamieniając ani słowa. Tymczasem Ewelina i Wojtek byli w drodze do domu piłkarza.
- O co chodziło z tą ulotką, ale serio. - nalegał Szczęsny.
- To miała być niespodzianka.
- Mhmm, a jaka? - zdjął ciemne okulary i ukazał swe piękne oczy.
- A taka, że to reklama masaży relaksacyjnych.
- Co?! - zaśmiał się piłkarz.
- Nabijaj się, tak, kochający ojciec.
- Przepraszam bardzo, taki stary jeszcze nie jestem.
- No co Ty nie powiesz. - kłócili się tak przez 15 minut.
- Jest problem.
- Czemu nie jedziemy?
- Chyba się zagrzał.
- No i?
- Popchnij mnie.
- Hahaha. Kochanie śmieszny jesteś. - Ew ucałowała Wojtka i zamieniła się z nim miejscami. Biedak musiał pchać samochód przez 2 km szczerząc się przy tym do fotografów - w końcu nie każdego dnia światowa gwiazda jest widziana w takiej sytuacji. Kiedy dotarli na stację, Wojtek zabrał się za naprawianie, bo z tego co wiedział nie było to zwykłe przekroczenie temperatury. 4 godziny postoju, wkurzona Ewelina, wreszcie gotowy do jazdy samochód, potargana koszulka, brudna twarz - tak wyglądała sytuacja zakochanych.
- Nowa Puma, nowiutka. - wypominała dziewczyna.
- Będą jeszcze tysiące. Za to jutro na bank zobaczymy się w gazetach.
- Tak, tak, Twoją klatę szczególnie.
- Zazdrościsz?
- Kuba ma lepszą.
- Foch. Jedźmy już. - zakochani nie odzywali się do siebie przez resztę drogi. O 19 byli na miejscu.
- Cześć kochani. Nareszcie jesteście. - przywitali ich rodzice.
- A ten znowu bez koszulki. I do tego cały brudny.
- Nawet dziewczyny nie przedstawi.
- Nie trzeba, Ewelina miło mi. - resztę wieczoru rodzice i Ew spędzili na oglądaniu zdjęć Szczęsnego, a zawstydzony piłkarz zamknął się w swoim pokoju.
- Zupełnie jak dziecko. - skwitował ojciec.
- Oj tam. Trochę wyrośnięte, ale kochane. - broniła chłopaka Ewelina po czym zaczęła opowiadać Szczęsnym o swojej rodzinie.
Tymczasem w Paryżu zakochani jedli romantyczną kolację.
- Kochanie, zamknij oczy. - poprosił Kuba i nałożyć dziewczynie diamentowy pierścionek.
- Oszalałeś!
- Wyjdziesz za mnie? - spytał piłkarz po francusku, a wszyscy czekali w napięciu.
- Ależ oczywiście. - zgodziła się Martyna i przypieczętowali to pocałunkiem. Reszta wieczoru przebiegła w miłej atmosferze, aż nadeszła niedziela.
- Co dzisiaj robimy? - spytał piłkarz.
- To już zależy od Ciebie. Pójdziemy jutro razem do lekarza?
- Oczywiście, akurat przed wyjazdem.
- Jakim wyjazdem??
- Spokojnie, nie na urlopie. Jutro Ci powiem. - zakończył tajemniczo Jakub.
Sorry, że tak długo, ale się ogarnęłam szybciej ;-) Macie rozdział, a ja uciekam się pakować i w poniedziałek Zakopane wita... z debilami, już nie mogę się doczekać!
Pozdrawiam!
Piłkareczka... ;-)
- Nie płacz, bo się rozmażesz słońce. Co jest? Coś nie tak?
- Nie, wszystko ok, tylko... Tylko też bym chciała poznać jego rodziców. Mają tak przystojnego, wielkiego, zdolnego syna, a nawet nie widzą jak się rozwija. Nie poznam ich, moje dziecko też nie. Mam je zaprowadzić na cmentarz> - wszystkie słowa zdołał usłyszeć stojący w progu Kuba.
- Nie, nie musisz. Poradzimy sobie, Ty i ja razem na zawsze, rozumiesz? Dam Wam wszystko, dom, pieniądze, wakacje, uchylę Wam nieba, ale pod jednym warunkiem. - mówiąc to zbliżał się do dziewczyny.
- Jakim?
- Przestajesz płakać i wyjeżdżamy na lotnisko, bo się spóźnimy, ale...
- Co? Mów wreszcie! - ponaglała zakochana.
- Powiesz mi, które buty mam założyć.
- Oj Kuba, Ty wariacie! We wszystkich Ci ładnie mój przystojniaczku.
- Wieem! - odkrzyknął i zaniósł dziewczynę do samochodu.
Lot do Paryża trwał zaledwie 4 godziny, podczas których zakochani trzymali się za ręce i podziwiali krajobrazy nie zamieniając ani słowa. Tymczasem Ewelina i Wojtek byli w drodze do domu piłkarza.
- O co chodziło z tą ulotką, ale serio. - nalegał Szczęsny.
- To miała być niespodzianka.
- Mhmm, a jaka? - zdjął ciemne okulary i ukazał swe piękne oczy.
- A taka, że to reklama masaży relaksacyjnych.
- Co?! - zaśmiał się piłkarz.
- Nabijaj się, tak, kochający ojciec.
- Przepraszam bardzo, taki stary jeszcze nie jestem.
- No co Ty nie powiesz. - kłócili się tak przez 15 minut.
- Jest problem.
- Czemu nie jedziemy?
- Chyba się zagrzał.
- No i?
- Popchnij mnie.
- Hahaha. Kochanie śmieszny jesteś. - Ew ucałowała Wojtka i zamieniła się z nim miejscami. Biedak musiał pchać samochód przez 2 km szczerząc się przy tym do fotografów - w końcu nie każdego dnia światowa gwiazda jest widziana w takiej sytuacji. Kiedy dotarli na stację, Wojtek zabrał się za naprawianie, bo z tego co wiedział nie było to zwykłe przekroczenie temperatury. 4 godziny postoju, wkurzona Ewelina, wreszcie gotowy do jazdy samochód, potargana koszulka, brudna twarz - tak wyglądała sytuacja zakochanych.
- Nowa Puma, nowiutka. - wypominała dziewczyna.
- Będą jeszcze tysiące. Za to jutro na bank zobaczymy się w gazetach.
- Tak, tak, Twoją klatę szczególnie.
- Zazdrościsz?
- Kuba ma lepszą.
- Foch. Jedźmy już. - zakochani nie odzywali się do siebie przez resztę drogi. O 19 byli na miejscu.
- Cześć kochani. Nareszcie jesteście. - przywitali ich rodzice.
- A ten znowu bez koszulki. I do tego cały brudny.
- Nawet dziewczyny nie przedstawi.
- Nie trzeba, Ewelina miło mi. - resztę wieczoru rodzice i Ew spędzili na oglądaniu zdjęć Szczęsnego, a zawstydzony piłkarz zamknął się w swoim pokoju.
- Zupełnie jak dziecko. - skwitował ojciec.
- Oj tam. Trochę wyrośnięte, ale kochane. - broniła chłopaka Ewelina po czym zaczęła opowiadać Szczęsnym o swojej rodzinie.
Tymczasem w Paryżu zakochani jedli romantyczną kolację.
- Kochanie, zamknij oczy. - poprosił Kuba i nałożyć dziewczynie diamentowy pierścionek.
- Oszalałeś!
- Wyjdziesz za mnie? - spytał piłkarz po francusku, a wszyscy czekali w napięciu.
- Ależ oczywiście. - zgodziła się Martyna i przypieczętowali to pocałunkiem. Reszta wieczoru przebiegła w miłej atmosferze, aż nadeszła niedziela.
- Co dzisiaj robimy? - spytał piłkarz.
- To już zależy od Ciebie. Pójdziemy jutro razem do lekarza?
- Oczywiście, akurat przed wyjazdem.
- Jakim wyjazdem??
- Spokojnie, nie na urlopie. Jutro Ci powiem. - zakończył tajemniczo Jakub.
Sorry, że tak długo, ale się ogarnęłam szybciej ;-) Macie rozdział, a ja uciekam się pakować i w poniedziałek Zakopane wita... z debilami, już nie mogę się doczekać!
Pozdrawiam!
Piłkareczka... ;-)
czwartek, 25 kwietnia 2013
Rozdział XI
- Gwarantuję dobrą zabawę i dyskrecję. Kochana Pani Doktor. - odczytał Kuba i zaniósł się śmiechem.
- Niezły żart. - stwierdził ponuro Wojtek.
- Debil jesteś, wierzysz w to?
- Stary, ona jest w ciąży.
- No i? Martyna też, ale to nie powód do zdrady. Nie wiesz jak się dzieci robi?
- Jaki Ty tępy jesteś... Byłem w Arsenalu jak zaszła.
- Skąd to wiesz? Samo się nie zrobiło. - zaśmiał się piłkarz znad kubka kawy. Wojtek nerwowo chodził po pokoju.
- Widziałem ich na ulicy. Wychodzili z domu... Podobno kolega, zawsze jak wracam z treningu to jest u niej kolega. Pewnie wtedy też był.
- Pogadaj z nią. Mam dość nieprzespanych nocy i swoich problemów. Prześpij się z tym, widzimy się jutro na treningu.
- Raczej dzisiaj. Jest 2:00.
- Cudownie! Idiots Everywhere... Mam dość na dziś, 3mka!
- No hej! - pożegnali się koledzy z klubu i każdy z nich poszedł spać. Rzecz jasna osobno z inną lub bez kobiety.
- Weź jeszcze jakiś dres. Masz już? Aa... to spoko. - od samego rana Kuba słyszał rozentuzjazmowane głosy.
- Czyżbym spał na jawie? - zapytał sennie otaczając dziewczynę i przyjaciółkę ramieniem.
- Raczej na podłodze. - podała mu kubek kawy Martyna całując go w czoło.
- No sorry bardzo, przecież byłoby Wam ciasno. Zero wdzięczności, a ja się tak poświęcam. No wiecie co dziewczyny...
- Haha... Mój Ty Supermanie masz trening za pół godziny.
- Nigdzie nie idę słońce. Mam swoje sprawy.
- Czyżby? - chichotała wybranki piłkarza.
- Mhmm. - szeptał Kuba. - Ale teraz nie mam czasu i nie chcę się spóźnić. Podrzucić Cię gdzieś?
- Byłbyś tak miły na halę podjechać?
- No ba, a Ty Ew? - piłkarz podszedł do siedzącej na parapecie dziewczyny.
- Dziękuję. - szepnęła mu Ewelina do ucha i zaczęła płakać wtulona w jego tors.
- Sorry Myszko, ale nie mogę teraz. Naprawdę jedźmy już.
- Nieczuły jesteś Kuba! - szturchnęła go Martyna.
- Ty też przeciwko mnie? Go out panienki! - "władczym" gestem wyprosił je z pokoju. Wysadził Małą pod halą i odjechał z milczącą dotąd Eweliną.
- Sorry za tamto. Jedziemy pogadać. Pasuje Ci park? Dobra, nie odzywasz się to przyjmijmy, że się zgadzasz. - po chwili wysiedli z samochodu i usiedli nad jeziorem.
- Dużo dla mnie zrobiłeś. Gdyby nie Ty...
- Spokojnie, Wojtek jest inny. To przypadek, pierwszy i ostatni. Pomogłem Ci bo mój ojciec robił to samo matce. Co chcesz zrobić?
- Nie wiem. Mam pełno siniaków, dziecko, faceta boksera i przyjaciół, którzy mi wierzą. Nie mam pojęcia kto wydrukował te ulotki...
- Uspokój się, pogadaj z Wojtkiem, idzie tu.
- Nie mogę Kuba! Nie! Nie kocham go! On znowu mnie uderzy! - panikowała dziewczyna, a bezradny piłkarz przycisnął ją do siebie dając znak koledze. Ten podszedł, pogładził Ewelinę po włosach i szeptał jej czułe słówka do ucha.
- Wojtek to Ty jesteś ojcem. Nigdy Cię nie zdradziłam, nigdy! Kocham Cię!
- Wiem słoneczko, spokojnie... - uspokajał dziewczynę swym ciepłym głosem, a Jakub zostawił ich samych. Poszedł do biura podróży po "coś ekstra".
- Ty, ja, Paryż, dziś wieczór. Ubierz się pięknie Mała.
- Misiaczku, liczba mnoga zapomniałeś?
- Aa, no tak. Za godzinę na lotnisku i ucałuj ode mnie naszych zakochańców. Idę się zrobić na bóstwo! - wręcz w biegu i skowronkach odszedł Błaszczykowski.
Jak powiedział - tak uczynił. Poszedł do hotelu piłkarzy, wziął prysznic, umiejętnie dobrał ubrania, a nawet ogolił dwudniowy zarost. Tymczasem Martyna po wizycie u fryzjera i kosmetyczki podjęła się tego samego w domu. Nagle relaks przerwała jej Ewelina.
- Aaa! Nareszcie!
- Co?! - dopytywała się Mała.
- Zaprosił mnie!
- Gdzie?
- Jak gdzie?! W kosmos! No raczej, że do swoich rodziców!
Przepraszam, że tak późno, ale jakoś mi się nie chciało nic wrzucać.
Pozdrawiam!
Piłkareczka... ;-)
- Niezły żart. - stwierdził ponuro Wojtek.
- Debil jesteś, wierzysz w to?
- Stary, ona jest w ciąży.
- No i? Martyna też, ale to nie powód do zdrady. Nie wiesz jak się dzieci robi?
- Jaki Ty tępy jesteś... Byłem w Arsenalu jak zaszła.
- Skąd to wiesz? Samo się nie zrobiło. - zaśmiał się piłkarz znad kubka kawy. Wojtek nerwowo chodził po pokoju.
- Widziałem ich na ulicy. Wychodzili z domu... Podobno kolega, zawsze jak wracam z treningu to jest u niej kolega. Pewnie wtedy też był.
- Pogadaj z nią. Mam dość nieprzespanych nocy i swoich problemów. Prześpij się z tym, widzimy się jutro na treningu.
- Raczej dzisiaj. Jest 2:00.
- Cudownie! Idiots Everywhere... Mam dość na dziś, 3mka!
- No hej! - pożegnali się koledzy z klubu i każdy z nich poszedł spać. Rzecz jasna osobno z inną lub bez kobiety.
- Weź jeszcze jakiś dres. Masz już? Aa... to spoko. - od samego rana Kuba słyszał rozentuzjazmowane głosy.
- Czyżbym spał na jawie? - zapytał sennie otaczając dziewczynę i przyjaciółkę ramieniem.
- Raczej na podłodze. - podała mu kubek kawy Martyna całując go w czoło.
- No sorry bardzo, przecież byłoby Wam ciasno. Zero wdzięczności, a ja się tak poświęcam. No wiecie co dziewczyny...
- Haha... Mój Ty Supermanie masz trening za pół godziny.
- Nigdzie nie idę słońce. Mam swoje sprawy.
- Czyżby? - chichotała wybranki piłkarza.
- Mhmm. - szeptał Kuba. - Ale teraz nie mam czasu i nie chcę się spóźnić. Podrzucić Cię gdzieś?
- Byłbyś tak miły na halę podjechać?
- No ba, a Ty Ew? - piłkarz podszedł do siedzącej na parapecie dziewczyny.
- Dziękuję. - szepnęła mu Ewelina do ucha i zaczęła płakać wtulona w jego tors.
- Sorry Myszko, ale nie mogę teraz. Naprawdę jedźmy już.
- Nieczuły jesteś Kuba! - szturchnęła go Martyna.
- Ty też przeciwko mnie? Go out panienki! - "władczym" gestem wyprosił je z pokoju. Wysadził Małą pod halą i odjechał z milczącą dotąd Eweliną.
- Sorry za tamto. Jedziemy pogadać. Pasuje Ci park? Dobra, nie odzywasz się to przyjmijmy, że się zgadzasz. - po chwili wysiedli z samochodu i usiedli nad jeziorem.
- Dużo dla mnie zrobiłeś. Gdyby nie Ty...
- Spokojnie, Wojtek jest inny. To przypadek, pierwszy i ostatni. Pomogłem Ci bo mój ojciec robił to samo matce. Co chcesz zrobić?
- Nie wiem. Mam pełno siniaków, dziecko, faceta boksera i przyjaciół, którzy mi wierzą. Nie mam pojęcia kto wydrukował te ulotki...
- Uspokój się, pogadaj z Wojtkiem, idzie tu.
- Nie mogę Kuba! Nie! Nie kocham go! On znowu mnie uderzy! - panikowała dziewczyna, a bezradny piłkarz przycisnął ją do siebie dając znak koledze. Ten podszedł, pogładził Ewelinę po włosach i szeptał jej czułe słówka do ucha.
- Wojtek to Ty jesteś ojcem. Nigdy Cię nie zdradziłam, nigdy! Kocham Cię!
- Wiem słoneczko, spokojnie... - uspokajał dziewczynę swym ciepłym głosem, a Jakub zostawił ich samych. Poszedł do biura podróży po "coś ekstra".
- Ty, ja, Paryż, dziś wieczór. Ubierz się pięknie Mała.
- Misiaczku, liczba mnoga zapomniałeś?
- Aa, no tak. Za godzinę na lotnisku i ucałuj ode mnie naszych zakochańców. Idę się zrobić na bóstwo! - wręcz w biegu i skowronkach odszedł Błaszczykowski.
Jak powiedział - tak uczynił. Poszedł do hotelu piłkarzy, wziął prysznic, umiejętnie dobrał ubrania, a nawet ogolił dwudniowy zarost. Tymczasem Martyna po wizycie u fryzjera i kosmetyczki podjęła się tego samego w domu. Nagle relaks przerwała jej Ewelina.
- Aaa! Nareszcie!
- Co?! - dopytywała się Mała.
- Zaprosił mnie!
- Gdzie?
- Jak gdzie?! W kosmos! No raczej, że do swoich rodziców!
Przepraszam, że tak późno, ale jakoś mi się nie chciało nic wrzucać.
Pozdrawiam!
Piłkareczka... ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)