- Kochanie uciekam! Muszę pogadać z trenerem!- pożegnał się Kuba.
- Trzeba wyznaczyć lidera w środku pola, który zorganizuje grę ofensywną. Nie zrobi tego Polanski, Borysiuk, Obraniak, Grosicki ani ja.
- Defensywa też leży. - powiedział ze smutkiem trener.
- Brak nam mózgu. Skrzydła i Lewy są ok, ale co jeśli on złapie jakąś kontuzję?
- Nawet tak nie myśl! Zacznijmy trening; za 4 dni mecz!
Bieganie, strzelanie do bramki, podania - mniej-więcej cały trening.Trener kazał zostać na boisku Piszczkowi, Wasilewskiemu, Glikowi i Wawrzyniakowi.
- Ofensywa?- spytał Polanski.
- I defensywa... mają niecałe 4 dni; ciekawe co zrobią.
Treningi od 6 do 18 są przerażające- myśleli piłkarze.
- Agatko jeszcze 3 dni i mecz, potem bęzie luźniej. - dzwoniąc do żony mówił Kuba.
- Niedługo się spotkamy, 3maj się ;)! - pożegnali się zakochani.
Po takim wycisku marzę o prysznicu i śnie. Kolejny dzień - kolejny trening! Myślał Kuba wstając rano, ale nie dziś - szedł na spotkanie z piłkarzami tylko o to, aby ustalić taktykę gry.
- I jak tam nasza ofensywa i defensywa? - spytał kapitan.
- Myślę, że lepiej, ale w 3 dni nic nie zdziałamy. Skupmy się na wykorzystaniu tego co najlepsze - bramkarza, skrzydłowych i Lewandowskiego.
- A co jeśli znowu będą petardy? - zażartował Lewy.
- Spokojnie, mecz jest w Polsce, nie powinno być z tym problemów.
Koło południa skończyli naradę, o 14 piłkarze pojechali z Warszawy do Wrocławia. Kuba zabrał się z Łukaszem i Robertem. Przespał całą drogę, to samo w hotelu - dzień z głowy. Agata obudziła go z samego rana tekstem "Styl nie jest ważny, tylko 3 punkty".
- Tak kochanie, wierzysz w cuda? Znowu stawiają na mnie i Lewego.
- Wiesz, skrzydłowych jest dwóch!
- Wiem, wiem! - odkrzyknął Jakub i poszedł do szatni.
Znów strzelił z pola karnego, a kolejną bramkę, tuż po przerwie wbił Mierzejewski po świetnej kontrze Błaszczykowskiego. Piłkarze tym razem to właśnie kapitana nosili na rękach.
- Znów środek i defensywa do kitu! Za 4 dni mecz w Borussi, tam się gra, a nie gania za piłką. - powiedział zawodnikom na pożegnanie Jakub. Był mega zmęczony, no, ale cóż... Poszedł do pokoju hotelowego gdzie spał razem z Agatą, Robertem i Łukaszem. Idąc przez plac spotkał mołdawiańskich kiboli kiboli "tak jak myślałem, ich wszędzie pełno" - przeszło mu po głowie. Ku jego zdziwieniu nie chcieli go przepuścić. "4 na 1?" - pomyślał Błaszczu - nie mylił się. Zaczęła się szarpanina, nie dał im rady. Finalnie dostał kilka kopniaków i uderzył głową o krawężnik. Czuł, że traci kontakt, ale resztkami sił wstał i odepchnął jednego z nich napadającego na wołającą pomoc przerażoną Agatę, z takim impetem, że tamten uderzył w drzewo. To jeszcze nie wszystko... W tej samej chwili na piłkarza naskoczył jeszcze jeden z "tamtych" - miał nóż. To jasne, że nie był w stanie się obronić... Biegnący na pomóc Piszczek i Lewandowski chcieli wesprzeć przyjaciela, ale ten jednak został dwukrotnie zraniony. Kibole uciekli, Agata płakała, a Łukasz wezwał pogotowie. Błaszczykowski -przed chwilą gwiazda meczu - teraz bezsilnie osunął się na ziemię tracąc przy tym przytomność. Wyszeptał tylko niemal niedosłyszalne słowa:
- Kocham Cię...
Ranny został przewieziony do szpitala, gdzie przebył poważną operację. Trener i piłkarze byli załamani... Minął tydzień, a on nadal nie dawał znaku życia.
- Obudził się! - krzyknął Robert zwołując tym samym wszystkich do sali Kuby.
- Jak tam stary?
- Dobrze się czujesz?!
- Co się stało?! - pytali wszyscy po kolei.
- W porządku. Kiedy pokopiemy piłkę? - odpowiedział półprzytomny Jakub. Piłkarze byli u niego jeszcze dobą godzinę, potem Błaszczykowski został sam na sam z żoną.
- Gdybyś mnie zostawił...
- Nawet nie kończ. Jak widać żyję. Wiesz... mogłabyś chociaż dać jakiegoś buziaka albo coś...?
- Albo coś?
- Mhmm - mruknął Kuba całując żonę.
Po kilku dniach gwiazda polskiego sportu wyszła ze szpitala, a w mediach aż huczało na to wydarzenie. Próba kamuflażu była daremna, więc z bananem na ustach i w reprezentacyjnym dresie ruszył do domu. Po niespełna kilku tygodniach "odpoczynku" Błaszczykowski rozegrał swój pierwszy mecz.
07.10.12r. Borussia Dortmund - Hannover 96.
Nie pograł zbyt długo. W 37 minucie źle stanął i uszkodził sobie staw skokowy, po czym zszedł z boiska z pomocą sanitariuszy.
- Stary nie rób nam tego!
- Teraz znowu na mnie! Niech się Polska martwi na meczu z Anglią, ja mam 6 tygodni przerwy. I mam zamiar to wykorzystać.
- A na co? - przerywając pogawędkę kolegów, spytała z drugiego pokoju Agata.
- Kotek, a jak myślisz? - powiedział "pociągająco" Kuba.
- Błaszczu nie ogarniam Cię! Weź, spadaj na bambus!
- Taa, banany prostować? Też Cię kocham, Robert!
Dzięki, twój też;)
OdpowiedzUsuńŚwietny blog :) Mam nadzieję, że niedługo dodasz kolejny rozdział :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo ;) Miałam ostatnio nawał, być może w weekend będzie następny ;-)
Usuń