Bez zastanowienia wzięła telefon i rzuciła nim w lustro w łazience - potłukło. Chwyciła w dłoń kawałek szkła, przyglądała się mu długo, aż w końcu kilkakrotnie przejechała nim po obu nadgarstkach. Siedziała oparta o ścianę, płacząc, krwawiąc i po raz pierwszy czuła się wyzwolona, udało jej się uciec od problemów. Traciła przytomność, czuła ból. W pewnym momencie do pokoju wszedł Kuba, Wojtek i Ewelina.
- Nikogo tu nie ma. - powiedział Wojtek.
- Musi tu być!
- Jakubie, spokojnie, ktoś jest w łazience. - oznajmiła Ew i zapukała - raz, drugi, trzeci - nic.
- To bez sensu! Wyważmy drzwi!
- Niech będzie. - zgodził się Błaszczu, a do pokoju wszedł Mierzejewski.
- O! Cześć, gdzie Martyna?
- Chyba tutaj... Nie gadaj tylko pomóż im tam wejść.
- Sami też dalibyśmy radę. - przekomarzał się Szczęsny i po chwili znaleźli się w środku. Byli w szoku. Kuba wziął dziewczynę na ręce i bezpiecznie ułożył na podłodze. Otworzyła na chwilę oczy...
- Dzwoń po karetkę. - zwrócił się mężczyzna do Mierzejewskiego.
- Załóż jej coś uciskowego. - poradził Wojtek przytulając płaczącą i przestraszoną Ewelinę. Błaszczykowski bez namysłu sprawnie zawiązał na rękach Małej "ręcznikowy" węzeł.
- Słyszysz mnie? Wszystko będzie dobrze zobaczysz. Nie zostawiaj mnie. - mówił machinalnie Kuba.
- Gdzie ta cholerna karetka?! - po chwili do hotelu weszli sanitariusze; zaczęli reanimować dziewczynę.
- Jakub, chodź stąd. - spojrzał na załamanego kolegę Wojtek.
- Zostaw mnie.
- Nie rozumiesz, że i tak nic nie zrobisz?!
- Jadę do szpitala.
- Jedź do domu. - doradziła Ew.
- Daj spokój! - krzyknął piłkarz i pojechał do warszawskiej kliniki. Byli na miejscu gdy przewieziono ją na salę. Była nieprzytomna.
- Co z nią? - spytał lekarza Błaszczykowski.
- W porządku. Za kilka godzin się obudzi. Nie wchodźcie od niej, musi odpoczywać.
- Dziękujemy. - powiedzieli wszyscy przybyli. Dochodziła 3 nad ranem kiedy część towarzystwa w postaci Wojtka postanowili pojechać do domu.
- Kuba, jedź z nami.
- A co jeżeli się obudzi?
- Wtedy doktor do Ciebie zadzwoni. Mamy treningi, nie możesz nawalać.
- Niech Ci będzie. - zgodził się przemęczony kapitan.
- Dasz się przejechać?
- Trzymaj! - odkrzyknął Jakub i rzucił kluczyki Wojtkowi. Po godzinie byli na miejscu.
- O 6 wstajemy! - zawołał Szczęsny. Błaszczykowski zasnął po kilku minutach. 2 godziny snu i wszyscy byli niemal nieprzytomni. Piłkarze pojechali na trening. Skończył się o 10.
- Mogę na słówko? - spytał trener Kubę.
- Co się stało?
- Masz wolne dzisiaj i jutro. To samo Szczęsny. Wyśpijcie się!
- No to fajnie. Widzimy się za 2 dni. - zakończył jeden z nich.
Jakub i Wojciech postanowili skorzystać z wolnego i oboje pojechali do domu, aby odpocząć i wreszcie przestać myśleć o problemach.
- Nie no stary, ja tak nie mogę, wysiadaj!
- Czemu niby? Przecież była umowa, gdyby coś było nie tak to dostałbyś wiadomość.
- Wysiadasz czy jedziesz?
- Jadę, tylko skoczę po telefon.
- Dobra, tylko szybko. - pospieszył Kuba.
Po 2 godzinach byli w szpitalu - przebicie się przez warszawskie korki było czymś zupełnie nieosiągalnym.
- Jest coś nowego? - spytał Jakub podając kawę przyjaciółkom dziewczyny, których prawie wcale nie znał.
- Na razie nic, obudziła się. - oznajmiła jedna z nich.
- Mogę tam wejść? - zwrócił się piłkarz do lekarza.
- Niestety nie, musi odpoczywać. Potrzebna jest krew; nikt nie ma tej samej grupy.
- Ja mam! - ucieszył się Kuba po czym poszedł oddać krew.
Sorry za małe spóźnienie, ale przez cały weekend (do dzisiaj) wykonywałam zaległe prace z plastyki i techniki, a ponadto przygotowywałam się do dzisiejszego konkursu ;-)
Pozdrawiam!
Piłkareczka... ;-)
Ja tak samo przepraszam, że wcześniej nie dałam rady przeczytać, no ale zbliżają mi się egzaminy gimnazjalne i muszę powtarzać, powtarzać i jeszcze raz powtarzać cały materiał ! ;) A rozdział fajny, mam nadzieję, że Martyna wyzdrowieje i dojdzie do siebie.
OdpowiedzUsuńI czekam z niecierpliwością na następny rozdział !! Pozdrawiam
A i jak tam poszedł Ci ten konkurs? :)
UsuńTeż mam nadzieję, że będzie minimalny happy-end ;-) Następny jakoś teraz, ale nie dziś, bo mam w planach coś napisać :) Z koleżanką byłam- III msc., nie jest źle ; )
OdpowiedzUsuńNo to gratuluję :)
UsuńA dziękuję ;-)
Usuń